Autorem 30-stronicowej analizy „Administracja Obamy a prasa” jest Leonard Downie Jr., były redaktor naczelny „Washington Post”. Prace nad raportem rozpoczął po ujawnieniu w maju, że ministerstwo sprawiedliwości USA niejawnie przejęło dane telefoniczne ok. 100 dziennikarzy agencji Associated Press z kwietnia i maja ub. roku.
Barack Obama objął urząd prezydenta, obiecując otwarty, przejrzysty rząd, ale „nie spełnił tej obietnicy” - ocenia Downie.
„W Waszyngtonie za administracji Obamy urzędnicy rządowi coraz bardziej obawiają się kontaktów z prasą. Prowadzona przez obecną administrację wojna z przeciekami i podejmowane przez nią próby kontrolowania informacji to najbardziej agresywne tego typu działania, jakich byłem świadkiem od czasu administracji Nixona” - podkreśla. Downie był wówczas jednym z edytorów zaangażowanych w dziennikarskie śledztwo „Washington Post” w sprawie afery Watergate.
„Niewątpliwie dziennikarscy informatorzy (częściej) oglądają się za siebie. Bardziej się boją, są roztrzęsieni, i to nie tylko, kiedy chodzi o sprawy dotyczące bezpieczeństwa narodowego. (...) Administracja Obamy dąży do ogromnej kontroli i jest bardzo odporna na dziennikarskie interwencje” - twierdzi wysoki rangą edytor AP Michael Oreskes.
Aby uniezależnić się od mediów, Biały Dom stworzył własną sieć informacyjną, złożoną ze stron internetowych, mediów społecznościowych, a nawet własnego programu informacyjnego prezentującego korzystne dla władzy nagrania i zdjęcia. Kilkakrotnie publikował np. nagrania ze spotkań prezydenta z ważnymi osobistościami, choć spotkania te nie figurowały w oficjalnym programie. Podobnej skrytości nie znały poprzednie ekipy rządzące.