Na stronie internetowej Naczelnej Prokuratury Wojskowej pojawił się dzisiaj komunikat wracający do tematu publikacji w "Gazecie Wyborczej" treści zeznań świadków w śledztwie smoleńskim. Przypominamy, że tego samego dnia NPW podjęła kuriozalną, nie praktykowaną wcześniej, decyzję o ujawnieniu treści zeznań. I to jeszcze w trakcie postępowania. Dotychczasowe uzasadnienia tego kroku brzmiały bardzo niewiarygodnie, także dzisiejszy komunikat kapitana Maksjana jest zdumiewający.
Znalazł się w nim jednak fragment bardzo interesujący i dobitnie świadczący o nierównomiernym traktowaniu świadków.
Cytujemy za rzecznikiem NPW:
"Aktualnie niektóre media wzywają prokuraturę do opublikowania zeznań Pana Pawła Artymowicza – analogicznie jak miało to miejsce w przypadku protokołów przesłuchania trzech naukowców. Dziennikarze oczekujący na tę decyzję prokuratury nie przyjmują jednak do wiadomości, że Pan Paweł Artymowicz nie był przesłuchany przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Istotnie, w czerwcu 2012 r. w siedzibie Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie doszło do spotkania ww. z prokuratorami prowadzącymi śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej, którego celem było omówienie ewentualnego uzyskania od Pana Pawła Artymowicza materiałów i danych, które stanowiły podstawę do prezentowanych przez niego publicznie wniosków z przeprowadzonych badań dotyczących katastrofy smoleńskiej. Z tego spotkania nie sporządzono żadnego dokumentu, zatem w tej sytuacji żądanie ujawnienia zeznań Pana Pawła Artymowicza uznać należy za całkowicie bezprzedmiotowe."
To dość zaskakująca formuła. Od kiedy bowiem w gabinetach prokuratorów odbywają się panele dyskusyjne na temat okoliczności spraw przez nich prowadzonych? Chyba że to nowe standardy w procedurze wprowadzane przez Wojskową Prokuraturę Okręgową.