Merkel zapowiadała wielokrotnie, że chciałaby kontynuować istniejącą od 2009 roku koalicję partii chadeckich CDU/CSU z FDP. Ale liberalna Wolna Partia Demokratyczna (FDP) otrzymuje w sondażach przedwyborczych wyniki w granicach 5-procentowego progu wyborczego i nie jest pewne, czy znajdzie się w przyszłym parlamencie.
Utworzenie rządu chadeków i liberałów może dodatkowo utrudnić ewentualne zdobycie mandatów do Bundestagu przez eurosceptyczną Alternatywę dla Niemiec (AfD). Jeżeli ugrupowanie, domagające się wstrzymania pomocy finansowej dla Grecji, likwidacji strefy euro i powrotu do walut narodowych, wejdzie do parlamentu, CDU/CSU i FDP nie zdobędą najprawdopodobniej większości koniecznej do stworzenia rządu.
W takim przypadku najbardziej prawdopodobnym wyjściem będzie stworzenie przez Merkel "wielkiej koalicji", czyli sojuszu dwóch największych partii chadeków i SPD. Taki rząd istniał ostatnio w latach 2005-2009, ciesząc się dużym uznaniem obywateli ze względu na skuteczną walkę ze skutkami światowego kryzysu finansowego.
Merkel i jej główny rywal, kandydat SPD Peer Steinbrueck na sobotnich wiecach kończących kampanię wyborczą apelowali o głosy wyborców niezdecydowanych. Zdaniem instytutów badania opinii publicznej jedna trzecia wyborów nadal nie wie, czy pójść na wybory i na kogo zagłosować. Cztery lata temu frekwencja wyborcza była - jak na warunki niemieckie - bardzo niska i wyniosła 70,8 proc.
O co najmniej 598 mandatów w Bundestagu ubiega się blisko 4,5 tys. kandydatów z 34 partii.