Portal wprost.pl podał dzisiaj, że wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski grozi zamknięciem stadionu "Legii" Warszawa. Powód? Tego brak, bo skończyło się na jakichś bardzo ogólnych zarzutach.
"Widziałam ten mecz w telewizji i nie wyglądało to jakoś specjalnie dramatycznie. Jednak zdaniem wojewody było o krok od tragedii. - Ale raporty policji i straży pożarnej po spotkaniu ze Steauą są wstrząsające – twierdzi Kozłowski i zapowiada, że kończy "miodowy” okres współpracy z warszawskim klubem" - pisze wprost.pl. Wstrząsające? Całe szczęście, że Kozłowski nie jest działaczem UEFA, bo zamknąłby połowę stadionów w Europie.
Pogróżek Kozłowskiego nie rozumieją dziennikarze sportowi.
- Nie ma powodu do takiej decyzji. Chyba że chodzi o względy polityczne - mówi nam Tomasz Zieliński. I od razu zwraca uwagę na ważny wątek. Od meczu z rumuńską drużyną, Legia nie grała meczu "u siebie". - Jedyna impreza, to mecz gwiazd TVN z politykami. Może wtedy doszło do burd - ironizuje. Bo na poważnie akcji wojewody mazowieckiego nie można potraktować.
Poprosiliśmy również o komentarz Wojciecha Wiśniewskiego ze stowarzyszenia kibiców Legii.
- Szczerze mówiąc, to ja uważam, że jest to wojna, tam, u nich w środku.
- W "Newsweeku" pojawił się niedawno artykuł o prezesie Leśnodorskim. Jest on raczej związany z tą częścią Platformy, która jest związana z Grzegorzem Schetyną. Mówi, że z kibicami zgoda, a z drugiej strony pojawia się wojewoda, który jest z drugiej strony frakcji Platformy. I raczej tak bym na to patrzył, niż cokolwiek ze sprawami kibicowskimi.
OBEJRZYJ!
