Jak informuje "Wprost" - w lipcu resort środowiska, który odpowiada za organizację tegorocznego szczytu klimatycznego, posłał na dwa tygodnie ekipę sześciu osób do Oceanii: na piękną wyspę Kiribati. Ministerstwo, kierowane przez Marcina Korolca, wydało na ten cel 233 tys. zł. Wysłane osoby miały nakręcić 10-minutowy filmik, który będzie otwierał szczyt.
Według tygodnika - nie było przetargu i wszystko odbywało się „z wolnej ręki”.
Pretekst do tak absurdalnego pomysłu był doskonały. Na jednej z wysepek Kiribati jest osada Poland, której nazwa pochodzi od Stanisława Pełczyńskiego, który na początku XX w. miał tam plantację palm kokosowych.
Ministrowi Korolcowi proponujemy, by następnym razem wysłał na wysepkę z osadą Poland (którą można przemianować na "PO-land") wszystkich swoich kolegów z rządu - i to na nieco dłużej niż dwa tygodnie. Klimat w Polsce z pewnością by się polepszył.