- Zgromadziliśmy się tutaj na modlitwie za dusze ofiar zbrodni wołyńskiej. Jesteśmy tutaj razem, Polacy i Ukraińcy i myślą wracamy do tamtego dramatu, do tamtej zbrodni, która rozegrała się na tej umęczonej ziemi 70 lat temu - powiedział Komorowski. - Razem oddajemy hołd wszystkim pomordowanym, razem przepraszamy Boga za zbrodnie i krzywdy prostymi słowami: odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom – dodał.
Portal niezalezna.pl już kilka dni temu zapowiadał, że Komorowski w Łucku nie odważy się nazwać zbrodni wołyńskiej „ludobójstwem”, a będzie mówił o „czystkach etnicznych”. Potwierdziło się. Niestety.
- Dla tych zbrodni nie ma usprawiedliwienia, bratobójcza walka zawsze jest złem, pragnienie wolności i suwerenności nie usprawiedliwia ani czystek etnicznych, ani masowych zbrodni – powiedział dzisiaj. Komorowski dodał, że "chrześcijańska ocena zbrodni wołyńskiej domaga się od nas jednoznacznego potępienia i przeproszenia za nią". - Uważamy bowiem, że ani przemoc, ani czystki etniczne nigdy nie mogą być metodą rozwiązywania konfliktów między sąsiadującymi ludami czy narodami, ani usprawiedliwione racją polityczną, ekonomiczną czy religijną - powiedział.
Obłudnie zabrzmiały słowa o konieczności godnego „upamiętnienia ofiar”, gdy Platforma Obywatelska, z której przecież wywodzi się Komorowski, nie zgodziła się na ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej.
Nie po raz pierwszy Bronisław Komorowski nie ma odwagi jednoznacznie nazwać wydarzeń, których ofiarami padli Polacy. Ani wskazania oprawców. Od razu przypomina się przemówienie z okazji rocznicy Powstania Styczniowego. Wtedy również nie wspomniał kim był zaborca przeciwko któremu zwrócili się powstańcy. A dzisiaj nie wskazał winnych ludobójstwa na Wołyniu.
Jakże inaczej brzmiały słowa arcybiskupa lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego, który podczas homilii mówił m.in., że w Polsce i na Ukrainie wiele jest "śladów rzezi, której nie sposób zapomnieć".
- Znaczą one wspomnienia wielu, którzy jako dzieci byli świadkami nienawiści prowadzącej do zbrodni. Nie można takich plam przykryć milczeniem lub zamalować kłamstwem. Są ciągle zbyt bolesne, ciągle świeże, obecne w wielu domach ofiar polskich, ukraińskich, żydowskich i ormiańskich. Bo czyż można zapomnieć ludobójstwo? - pytał metropolita lwowski.
Podkreślał, że każde zło wymaga zadośćuczynienia, naprawienia tego, co możliwe, wynagrodzenia zła.
- A czyż formą zadośćuczynienia nie powinno być upamiętnienie ofiar rzezi z 1943 roku? Bo nadal oczekują na właściwe groby, na upamiętnienie, postawienie krzyży w miejscach kaźni, odnalezienie śladów ich życia, ocalenie nazwisk i imion. Mają oni prawo do naszej pełnej pamięci o nich, tak jak mają prawo do naszej modlitwy - powiedział.
Abp Mokrzycki podkreślił, że często "zapomina się o sumieniu tych wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do zbrodni".
- Ale jak żyć, gdy ktoś odebrał życie swoim sąsiadom, dzieciom, kobietom, palił domostwa czy okradał z dobytku. Można udawać, że nic się nie stało wierząc, że zamilkły groby, a zgliszcza porosły zielskiem i chwastami, a świadkowie odchodzą. Nie można jednak żyć krzykiem sumienia, które każde zło wypomina i oskarża - mówił.
- Gdy toczy się walka nikt nie zwraca uwagi na jej ofiary, a później częściej broni się dobrego samopoczucia katów niż prawdy i pamięci o zabitych, wypędzonych, skrzywdzonych. Opamiętanie i żal oprawców przychodzą zdecydowanie za późno dla ofiar, często po latach kłamstw - mówił.