Rosyjskie wojsko nie było tak aktywne od lat 80. XX w. Przejawem obecnego poruszenia jest szereg niezapowiedzianych wcześniej ćwiczeń – wskazuje w swoim raporcie Ośrodek Studiów Wschodnich. Ostatnie parę miesięcy udowodniło, że Rosja posiada na tyle dużo różnego rodzaju jednostek wojskowych, zdolnych działać nawet kilkaset kilometrów od baz, by w każdej chwili przeprowadzić operację na skalę wojny z Gruzją w 2008 r. Według analityków OSW wzmożona aktywność rosyjskich sił zbrojnych wynika przede wszystkim z powodów wewnętrznych – ma pokazać celowość i skuteczność reform wprowadzanych od połowy poprzedniej dekady oraz uzasadniać ich kontynuację, szczególnie wydawanie gigantycznych środków na modernizację sprzętu i uzbrojenia. Trudno się jednak zgodzić z taką jednoznaczną oceną motywów.
Rosyjskie wojsko coraz groźniejsze
OSW zauważa, że podejmowane od lutego br. działania są nietypowe, bo „nie wpisują się w dotychczasowy tryb szkolenia armii rosyjskiej”. Mamy więc wiele niezapowiedzianych wcześniej ćwiczeń – sprawdzianów gotowości bojowej oraz de facto stałą już od miesięcy obecność okrętów wojennych na Morzu Śródziemnym. Taka seria ćwiczeń ostatnio miała miejsce w latach 80. XX w., a flota rosyjska była tak aktywna w czasie wojny w Wietnamie. Do tego mamy niezwykłą intensyfikację „rutynowych” (przewidzianych z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem) ćwiczeń. Według oficjalnych informacji w okresie grudzień 2012-maj 2013 r. przeprowadzono ogółem 10 tys. przedsięwzięć szkoleniowych, w tym 170 ćwiczeń poligonowych. A ta aktywność ma wzrosnąć jeszcze bardziej. W okresie czerwiec–listopad 2013 r. zaplanowano ponad 500 ćwiczeń poligonowych. „Pod względem zaangażowanych sił i środków, obszaru działań, liczby ćwiczeń, a także terminu i trybu ich prowadzenia nie mają precedensu w najnowszej historii Rosji” – pisze OSW. Uczestniczące w sprawdzianach jednostki wykazały zdolność do podjęcia nieplanowanych wcześniej działań w stosunkowo krótkim czasie. Wyśmiewany w części mediów dwutygodniowy okres przygotowania do „niezapowiedzianych sprawdzianów” tak naprawdę świadczy o dobrym przygotowaniu, bo ćwiczenia angażujące różne rodzaje wojska zawsze stanowią duże wyzwanie logistyczne. „Przynajmniej część rosyjskiej armii – zgodnie z założeniami reform – osiągnęła postulowany poziom tzw. stałej gotowości” – czytamy w raporcie OSW. O zadowoleniu dowództwa armii i Putina świadczyć ma brak dymisji i roszad kadrowych wśród dowódców, wręcz przeciwnie – awanse.
Mobilność i globalizacja
Które elementy armii osiągnęły już stan stałej gotowości bojowej? Przede wszystkim spadochroniarze (Wojska Powietrzno-Desantowe – WPD), lotnictwo transportowe, piechota morska i specnaz GRU. Ale też część innych rodzajów wojsk. „Należy zatem przyjąć, że armia rosyjska dysponuje zdolnościami do przeprowadzenia, bez długotrwałych widocznych przygotowań, uderzeń rakietowo-powietrznych (oraz obrony przed nimi), a także krótkotrwałych operacji połączonych (powietrzno-lądowo-morskich)” – wnioskuje autor raportu OSW. Jeśli zsumować potencjał samych WPD (na ich czele stoi weteran z Czeczenii gen. Szamanow) i piechoty morskiej, czyli w sumie 43 tys. żołnierzy, bojowe wozy opancerzone, artyleria i czołgi, to okazuje się, że „w sytuacji nagłej Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej są w stanie przeprowadzić operację na skalę porównywalną do wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku”. W czasie marcowych, najbardziej nagłośnionych propagandowo ćwiczeń w rejonie Morza Czarnego sprawnie przerzucono jednostki spadochronowe z Moskwy, Riazania i Tuły 500 km na południe.
Powrót okrętów na Morze Śródziemne wydawał się początkowo związany jedynie z sytuacją w Syrii. Ale w maju zaczęto formować sztab zgrupowania – co oznacza, że faktycznie Kreml chce przywrócić w tym regionie stałą obecność wojskową. Podobnie było ze wznowieniem stałych dyżurów bombowców strategicznych (z bronią atomową) w 2007 r. To kolejny krok w odbudowie pozycji mocarstwowej poprzez globalizację obecności militarnej. Także dlatego wznowiono patrole podwodnych okrętów atomowych na Morzu Śródziemnym i zintensyfikowano poszukiwania nowych stałych baz morskich: na Kubie, w Wietnamie, Arktyce i nawet na Seszelach.
Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”
Reklama