Rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski poinformował dzisiaj, że wpłynął wniosek o ogłoszenie upadłości Stoczni Gdańsk. To już drugi wniosek złożony przez firmę z Krakowa. Poprzedni, złożony na początku czerwca, sąd zwrócił powodu braków formalnych.
Adamski poinformował, że „sąd w pierwszej kolejności doręczy odpis wniosku dłużnikowi, zakreślając odpowiedni termin do złożenia odpowiedzi na wniosek i zajęcie stanowiska w przedmiocie upadłości, a także do złożenia niezbędnych dokumentów dotyczących sytuacji finansowej dłużnika”.
Zapowiedział, że decyzje sądu co do dalszego biegu sprawy powinny zapaść do końca czerwca. Jak wyjaśnił, nie będzie to merytoryczne rozpoznanie wniosku, czyli ogłoszenie upadłości bądź nie, a decyzja o nadaniu biegu sprawie.
Zakład należy do dwóch akcjonariuszy - spółki Gdańsk Shipyard Group (w 75 proc.) i Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) SA (w 25 proc.). Gdańsk Shipyard Group jest spółką kontrolowaną przez większościowego ukraińskiego udziałowca ISD Polska, który kupił udziały w stoczni pod koniec 2007 roku.
Rzecznik prasowy ukraińskiego udziałowca Jacek Łęski powiedział, że "takich wniosków w ciągu ostatniego roku było chyba z pięć i za każdym razem stocznia sprawę rozwiązywała, zanim sąd podejmował jakąś decyzję". Jego zdaniem w tym wypadku będzie podobnie.
- Do czasu podjęcia decyzji przez sąd stocznia będzie się starała uregulować zadłużenie i załatwić to polubownie - zapowiedział.
Przyznał, że stocznia ma wobec firmy z Krakowa zadłużenie w wysokości kilkuset tysięcy złotych.
- Biprostal dostarcza stoczni jeszcze pewne rzeczy i robili coś, co nie zostało jeszcze skończone, więc jest jeszcze pewne pole manewru, żeby się dogadać – dodał.
Pochodzący z Ukrainy większościowi właściciele stoczni od kilku miesięcy bezskutecznie negocjują z mniejszym udziałowcem, Agencją Rozwoju Przemysłu, sposoby ratowania firmy. Strona ukraińska zapewnia, że ma plan ratunkowy i deklaruje dokapitalizowanie stoczni; według mediów chodzi o kwotę 80 mln zł.