Uzasadniając wyrok, sędzia Agata Menes powiedziała, że zgromadzony w sprawie materiał pozwolił na ustalenie winy i sprawstwa lekarza, który miał za zgodą kobiet przerywać ciąże, wbrew przepisom ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.
Sąd nie uwierzył obrońcy lekarza, który twierdził, że lekarz nie usuwał świadomie żywych ciąż, tylko np. takie, które kończyły się samoistnym poronieniem.
Sąd orzekł też wobec ginekologa 4-letni zakaz wykonywania zawodu, wliczając na poczet kary okres, w którym Roman K. był zawieszony w wykonywaniu zawodu ginekologa – czyli od 2007 r. do 2011 r. Karę tę uznano w całości za już wykonaną. Orzeczono też przepadek korzyści majątkowej w wysokości 15 tys. 300 zł.
Sędzia Agata Menes wyjaśniła, że w dużej mierze przy orzekaniu opierano się na zeznaniach kobiet, które zgłosiły się do lekarza z zamiarem usunięcia ciąży. Zaznaczyła, że trudno przypuszczać, iż zeznawały one z jakiegoś powodu nieprawdę tylko po to, by niesłusznie obciążyć ginekologa. Zauważyła, że gdyby w przypadku tych kobiet doszło do samoistnych poronień - do czego przekonywał Roman K. - to byłoby to dla nich „psychicznym wybawieniem”. Tymczasem zeznania były dla nich traumą.
Pierwszy proces ws. Romana K. ruszył przez Sądem Okręgowym w Opolu w 2008 r. Prokuratura postawiła lekarzowi 18 zarzutów dotyczących głównie aborcji. Sprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami. W listopadzie 2011 r. opolski sąd uniewinnił lekarza i dwie pozostałe osoby od wszystkich zarzutów, nie znajdując dowodów na ich winę. Po odwołaniu Sąd Apelacyjny we Wrocławiu sprawę skierował do ponownego rozpoznania, uniewinniając ginekologa od kilku zarzutów. W październiku ub. roku sprawa znów znalazła się na wokandzie.