Ksiądz Boniecki brnie dalej i chwali Turowskiego. Za "dwa dobre uczynki"
Ksiądz Adam Boniecki nie przestaje angażować się w sprawę Tomasza Turowskiego, którego działalność jako szpiega wywiadu PRL działającego w Watykanie pod ps. „Orsom” opisał Cezary Gmyz. Bo był dwukrotnie świadkiem "pozytywnych poczynań p. Tomasza Turo
Autor: Marek Nowicki
W procesie cywilnym przed Sądem Okręgowym w Warszawie, toczącym się z powództwa Tomasza Turowskiego przeciwko dziennikarzowi Cezaremu Gmyzowi, adwokaci byłego agenta i dyplomaty wykorzystali pismo procesowe, w którym ks. Boniecki wychwala Turowskiego jako dobrze znanego mu od lat dyplomatę MSZ, mającego rzekomo zasługi we wspieraniu i rozpowszechnianiu wiary katolickiej w Rosji.
Duchowny przyznaje, że w oświadczeniu procesowym wychwalał Turowskiego - "Ponieważ dwukrotnie miałem okazję być świadkiem pozytywnych poczynań p. Tomasza Turowskiego (nie wiedziałem wówczas, że jest oficerem wywiadu), na jego prośbę napisałem o tym oświadczenie do wykorzystania w sądzie.(...) W moim oświadczeniu nie wdawałem się w te szczegóły, uważając je za mało istotne. Co zaś do istoty sprawy, to jest: samego napisania oświadczenia, to nie widziałem i nadal nie widzę racji, dla której miałbym odmówić poświadczenia dwóch pozytywnych działań, których byłem świadkiem, zwłaszcza że jednego z nich byłem poniekąd sprawcą." - pisze ks. Adam Boniecki.
"W oświadczeniu ani nigdzie indziej nie wypowiadałem się o działalności wywiadowczej Tomasza Turowskiego, bo nic nie wiem na ten temat, a sam zainteresowany o to mnie nie prosił. Oświadczenie było przeznaczone dla sądu, który przecież gruntownie zbada sprawę i z pewnością nie oprze wyroku na moich informacjach dotyczących dwóch oderwanych epizodów." - dodaje ks. Boniecki.
Oświadczenie ks. Bonieckiego zostało złożone jako materiał dowodowy przez adwokatów Turowskiego.
Tomasz Turowski poczuł się urażony artykułami Cezarego Gmyza w „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze” - i wytoczył dwa procesy: karny i cywilny dziennikarzowi. Łącznie domaga się zasądzenia wobec Gmyza kwoty ok. 300 tys. zł.
Turowski był oficerem wywiadu PRL. Dla SB pracował od połowy lat 70. Był w tajnej komórce –zajmującej się wywiadem nielegalnym. Będąc oficerem wstąpił na 10 lat do zakonu jezuitów, gdzie realizował zadania wywiadowcze szpiegując Stolicę Apostolską i opozycję polską we Francji i Polsce.
Jak pisała "Gazeta Polska", według osób znających Turowskiego w latach 80. był on na „ty” m.in. z kardynałem Stanisławem Dziwiszem, nazywanym w Stolicy Apostolskiej „don Stanislao”, a także z wieloletnim spowiednikiem papieża Jana Pawła II, ks. Antonim Mrukiem.
Według informatorów "GP", Turowski w latach 80. odwiedzał w Łomży abp. Juliusza Paetza. Agent PRL-owskiego wywiadu znał również bardzo dobrze o. Roberto Tucciego, odpowiedzialnego za bezpieczeństwo Ojca Świętego, oraz komendanta gwardii szwajcarskiej w Watykanie.
Po 1989 r. rozpoczął pracę jako dyplomata, pracując jednocześnie najpierw dla Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa, a potem dla Agencji Wywiadu.
Turowski był jednym z głównych organizatorów wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. 10 kwietnia był na lotnisku w Smoleńsku, kiedy doszło do katastrofy prezydenckiego samolotu.
Autor: Marek Nowicki