- Sprawa przed Trybunałem trwa już od 2010 roku, ale teraz dopiero wezwano Polskę do ustosunkowania się wobec skargi Grzegorz Brauna – mówi portalowi niezalezna.pl mecenas Stefan Hambura, który reprezentuje znanego reżysera.
Grzegorz Braun przed kilkoma laty na antenie radia Wrocław podczas dyskusji o lustracji stwierdził, że wśród jej przeciwników jest wielu, bo mają w tym własny interes. Padło nazwisko prof. Jana Miodka, którego reżyser nazwał "informatorem policji politycznej PRL". Miodek poczuł się urażony tym stwierdzeniem i pozwał Brauna.
Podczas procesu potwierdzono, że Jan Miodek został zarejestrowany w 1978 r. przez Służbę Bezpieczeństwa jako Tajny Współpracownik o pseudonimie „Jam”. Pomimo to sąd nakazał Braunowi przeproszenie Miodka, a uzasadnienie wyroku było kuriozalne. Sąd stwierdził bowiem, że choć rejestracja była faktem, to brak jest dowodów, aby Miodek współpracował z SB (wyrejestrowany został dopiero w 1989 r.).
Po niekorzystnych orzeczenia dla Brauna w sądach dwóch instancji sprawa trafiła również do Sądu Najwyższego, ale i on nakazał przeproszenie Miodka.
Po tym orzeczeniu reżyser wspierany przez mecenasa Hamburę zwrócił się do Europejskiego Trybunał Praw Człowieka.
- Trudno powiedzieć kiedy postępowanie się zakończy. To mogą być miesiące, ale także lata – dodaje prawnik.
