Ścibiorek został odwołany w maju 2011 r. Sprawa miała związek z meczem finałowym Pucharu Polski pomiędzy Legią Warszawą a Lechem Poznań na stadionie w Bydgoszczy. Doszło wtedy do burd. Ścibiorek przed tą imprezą wysłał pismo do PZPN, w którym poprosił o sprzedanie biletu "Staruchowi". Miał on zakaz stadionowy, ale naczelnik wyjaśniał w piśmie, że dotyczy on wstępu na mecze Ekstraklasy, a nie Pucharu Polski. W ostatnim zdaniu pisma zwrócił się "z uprzejmą prośbą" o sprzedanie biletu Piotrowi Staruchowiczowi.
Po ujawnieniu tej sprawy Ścibiorek stał się obiektem wściekłych ataków maistreamowych mediów. Ówczesny komendant stołeczny policji Adam Mularz zdecydował o wszczęciu wewnętrznej kontroli. Zdaniem kontrolerów pismo naczelnika do PZPN ws. "Starucha" miało niewłaściwą formę. Chodziło przede wszystkim o to, że naczelnik w ogóle zdecydował się na taki krok i że rekomendował sprzedaż biletu Staruchowiczowi. A nadzorujący policję wiceszef MSWiA Adam Rapacki mówił wtedy, że zachowanie naczelnika KSP było "irracjonalne", choć w rzeczywistości podinsp. Ścibiorek działał na rzecz przestrzegania przepisów.
W minionym tygodniku informowaliśmy, że od 1 marca Ścibiorek wrócił na poprzednie stanowisko. I dzisiaj zainterweniował w tej sprawie premier Donald Tusk. Jak podało RMF FM, żąda on wyjaśnień w sprawie przywrócenia Radosława Ścibiorka na stanowisko naczelnika.
W 2011 r. Tusk groził wyrzuceniem kierownictwa Komendy Stołecznej, a teraz mówi, że jest „zaskoczony” decyzji ws. Ścibiorka. I będzie się domagał wyjaśnień od kierownictwa policji, dlaczego zdecydowało się na przywrócenie naczelnika na dawne stanowisko.
Polacy mogą jedynie żałować, że podobnej determinacji premier nie wykazuje w przypadku licznych afer, w które zamieszani są ludzie z jego partii.