Dotychczas bez tych protokołów – jak twierdzi RMF FM - biegli nie mogliby wydać wiążącej opinii na temat tego, co rzeczywiście wykryto na miejscu katastrofy.
Pod koniec grudnia z Rosji dotarły dwa tomy akt. Pierwszy został już przetłumaczony i są tam dokumenty opisujące oględziny części wraku oraz terenu, na którym rozbił się rządowy tupolew. Te czynności prowadzili polscy prokuratorzy i biegli na przełomie września i października zeszłego roku - wtedy też pobrali ponad 200 próbek, w których wykryto "cząstki wysokoenergetyczne", czyli ślady mogące świadczyć o obecności trotylu.