Dzisiaj warszawski sąd uznał, że Mirosław G., były ordynator kardiochirurgii szpitala MSWiA, jest winny przyjęcia korzyści majątkowych (ponad 17 tysięcy złotych) i skazał go m.in. na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Orzeczenie jest nieprawomocne, ale wzbudziło ogromne emocje.
- Sąd jednoznacznie stwierdził, że nie chodziło o prezenty w postaci długopisów, czy kwiatów, ale pieniądze. I to kilkanaście tysięcy złotych. Dlatego cieszę się, że wyrok jest skazujący, bo takie zachowanie jest przestępstwem i podlega karze – mówi nam Ernest Bejda. – Wymiar kary jest jednak dramatycznie niski.
- Nie znam całego uzasadnienia wyroku, ale jeśli za kilkanaście przypadków przyjęcia korzyści majątkowej, orzeczona została kara w zawieszeniu, to za jedną lub dwie łapówki uniewinniono by z powody niskiej szkodliwości społecznej? – zastanawia się E. Bejda, który jest przekonany, że prokuratura powinna zaskarżyć ten wyrok. – Gdyby tak się nie stało, byłaby to kuriozalna decyzja.
Doktor Mirosław G. został uznany za winnego przyjmowania korzyści majątkowych, a równocześnie w niektórych mediach natychmiast pojawiły się komentarze, że ta sprawa to porażka prokuratury. Ernest Bejda jednoznacznie ocenia takie próby umniejszania winy doktora G.
- To dość żałosne, niewiele mające wspólnego z dziennikarską rzetelnością, widowisko. Pamiętać trzeba, że Mirosław G. pełnił bardzo ważną funkcję w jednej z najważniejszych klinik. A zarzuty korupcyjne były najpoważniejszymi – stwierdza były wiceszef CBA, który dodaje, że cały czas trwa proces dotyczący śmierci pacjenta doktora G. – Tam wyrok jeszcze nie zapadł – dodaje.