Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

BOR wiedział o trotylu już we wrześniu 2010

"Ślady materiałów wybuchowych pirotechnicy z Biura Ochrony Rządu wykryli za to we wrześniu 2010 r. w samolocie, którym w delegację miał lecieć premier.

Autor:

"Ślady materiałów wybuchowych pirotechnicy z Biura Ochrony Rządu wykryli za to we wrześniu 2010 r. w samolocie, którym w delegację miał lecieć premier. Ślady wyczuł pies." - podał portal fakt.pl, który twierdzi, że funkcjonariusze BOR natychmiast wymontowali z samolotu fotele i poddali je dalszym badaniom, także prześwietleniu rentgenem. Badania potwierdziły, że na fotelach rzeczywiście były ślady materiałów wybuchowych.

Fakt.pl sugeruje, że ślady mogły się znaleźć, bo tydzień wcześniej samolotem lecieli nasi żołnierze zajmujący się m. in. materiałami wybuchowymi.
Jak jednak informowała wczoraj Niezależna.pl tupolew o numerze bocznym 102 wrócił do Polski po remoncie w Samarze (Rosja) właśnie we wrześniu 2010 r. Do przekazania polskiej stronie rządowego samolotu Tu-154M o numerze bocznym 102 doszło 20 września. Przed nim, od czerwca do grudnia 2009 roku, taki sam kapitalny remont przeszedł jego "bliźniak" - Tu-154M o numerze bocznym 101, który rozbił się w katastrofie pod Smoleńskiem.

Zakłady, gdzie były remontowane obydwa tupolewy wchodzą w skład holdingu Russian Machines, będącego z kolei częścią koncernu przemysłowo-finansowego Basic Element z siedzibą w Moskwie. Założycielem i właścicielem Basic Element jest Oleg Deripaska, jeden z najbogatszych Rosjan, zawdzięczający swoją karierę przychylności Władimira Putina.

Próbki do badań laboratoryjnych z wraku TU-154 M o numerze bocznym 101 nadal znajdują się w Rosji. Podczas badania próbek urządzenia pokazywały obecność materiałów wybuchowych.


Autor:

Źródło: fakt.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane