Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że Kazimierz Mordaszewski, którego kandydaturę na wiceszefa ABW zaakceptowała nawet sejmowa speckomisja wymieniany jest na liście adresowej „Liderów Świętych Bractw Zakonnych Himawanti - Przewodników Duchowych, Mistrzów, Uzdrowicieli i Nauczycieli”. Himawanti to groźna sekta antykatolicka, której lider Ryszard Matuszewski kierował groźby karalne pod adresem przeora Jasnej Góry i straszył, że wysadzi klasztor. Za swoje czyny był skazany w zawieszeniu. Był także aresztowany jako podejrzany o chęć zorganizowania zamachu na papieża Jana Pawła II. Sąd uznał jednak, że mężczyzna jest niepoczytalny i po pewnym czasie opuścił on areszt.
Okazuje się, że działalność sekty rozpracowywała częstochowska delegatura ABW, a działacze organizacji walczących z sektami oraz przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, którzy sądzili członków Himawanti otrzymywali listy z wyrokami śmierci.
Sekta została założona w 1983 r., a w Polsce działa od 1994 r., wielokrotnie zabiegała o uzyskanie osobowości prawnej i wpisanie na listę związków wyznaniowych, jednak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych za każdym razem odmawiało. Jeden z najważniejszych ludzi w polskich służbach specjalnych na stronie internetowej sekty przedstawiany jest jako specjalista od Aikijutsu, Ki, Subudh, Ćakramów, Uzdrawiania oraz organizator zajęć Mohandżi.
Całą sprawą oburzony jest były szef ABW Bogdan Święczkowski, który domaga się dokładnego sprawdzenia powiązań kandydata na wiceszefa Agencji z groźną sektą i podkreśla, że Kazimierz Mordaszewski jest jednym z najbliższych znajomych Krzysztofa Bondaryka.
– Ta sprawa powinna być szczegółowo zbadana, kiedy podejmował służbę przy okazji wystawiania certyfikatu dostępu do informacji niejawnych. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że nie sprawdzono tej informacji, która jest na ogólnodostępnej stronie internetowej – tłumaczy w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Święczkowski.
Rzecznik ABW Maciej Karczyński zapewnia, że Mordaszewski "nie jest i nigdy nie był członkiem Bractwa Zakonnego Himawanti". Podobne zapewnienie wystosował w rozesłanym do mediów komunikacie główny bohater całego zamieszania:
- W związku z publikacjami w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” autorstwa Cezarego Gmyza (Wiceszef ABW na liście sekty) oraz Rafała Mierzejewskiego (Sekty uwodzą polityków) oświadczam, iż nie jestem i nigdy nie byłem członkiem Bractwa Zakonnego Himawantii - napisał w oświadczeniu Kazimierz Mordaszewski.
