Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście już w sierpniu zdecydowała o umorzeniu śledztwa, jednak wówczas o tym nie informowano. Śledztwo umorzono, ponieważ w działaniach związkowców nie dopatrzono się znamion czynu zabronionego.
Decyzja jest już prawomocna, ponieważ marszałek Sejm nie złożyła od niej odwołania.
W czerwcu prokuratura wszczęła śledztwo na podstawie artykułu Kodeksu karnego, przewidującego do 3 lat więzienia dla tego, kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania. Inną podstawą śledztwa był zapis Kk, przewidujący do 3 lat więzienia dla tego, kto „przemocą lub groźbą bezprawną” wywiera wpływ na czynności urzędowe organu państwowego.
Zdaniem rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie Dariusza Ślepokury prokuratura stwierdziła, że nie można mówić, aby doszło do takiego bezprawnego wpływu, bo związkowcy nie stosowali przemocy ani gróźb - tylko stali blokując wyjścia. Oceniono, że ich manifestacja miała charakter pokojowy, dopuszczalny przez polskie prawo, a jej celem był protest przeciw podwyższeniu wieku emerytalnego. Ponadto prokuratura podkreśla, że do blokady doszło już po sejmowych głosowaniach, co oznacza, że związkowcy nie mogli wywierać wpływu na działania Sejmu.
