- Niewątpliwie wiadomość o tym, że prezydent Komorowski zastosował wobec mnie prawo łaski, bardzo mnie ucieszyła, bo to znaczy, że przestaję mieć kłopoty i przestaje nade mną ciążyć piętno człowieka skazanego. W tym miejscu należy podkreślić, że skazanie z art. 212 po uprawomocnieniu się wyroku, przesądza o tym, że człowiek automatycznie jest w tym samym towarzystwie co handlarze narkotyków, złodzieje, a nawet mordercy i wszelkiego rodzaju inni przestępcy. Artykuł 212 to prawo absurdu. Nie powinno się karać dziennikarza za tekst ani wpisywać go do rejestru skazanych. Za tekst, nawet wynikający ze złej woli dziennikarza, poszkodowany powinien wytaczać proces cywilny i domagać się zadośćuczynienia, ponieważ czym innym jest zadośćuczynienie, a czym innym karanie na mocy przepisu, który powinien być już dawno zlikwidowany – tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl Jerzy Jachowicz.
Pytany, czy spodziewał się takiego rozstrzygnięcia całej sprawy, dziennikarz przyznaje, że cały czas miał nadzieję, że właśnie tak się wszystko potoczy, przyznaje jednak, że do ostatniej chwili miał wątpliwości.
- Powiem żartobliwie, że spodziewałem się takiego obrotu sprawy, ale do końca nie byłem pewien. Zdawałem sobie sprawę, że to od dobrej woli prezydenta zależy, czy wszystko potoczy się dla mnie w dobrym kierunku. Byłem świadomy, że na moją niekorzyść może w tym wypadku działać fakt, że publikowałem wiele dosyć zjadliwych, delikatnie mówiąc, tekstów związanych z panem prezydentem. Zbierając to wszystko, byłem przekonany, że prezydent będzie się mocno wahał, zanim zdecyduje „czy tego łobuza, który tak bez skrupułów pisze złe, negatywne rzeczy, należy ułaskawić”. Cały czas miałem świadomość, że gdzieś mogą się znaleźć jakieś motywy, które uniemożliwiłyby, mimo najszczerszych chęci, ułaskawienie mnie. Te myśli często przechodziły mi przez głowę, chociaż z drugiej strony nie było przesłanek, które mogłyby stanowić jakąkolwiek przeszkodę w zastosowaniu wobec mnie prawa łaski. Należy podkreślić, że wniosek o ułaskawienie poparły trzy instancje: sąd rejonowy - który mnie skazywał, sąd okręgowy – który przesądził o uprawomocnieniu wyroku - oraz pan Andrzej Seremet – Prokurator Generalny, któremu także niejednokrotnie dostało się ode mnie w tekstach. Zdaje się, że to wszystko przeważyło sprawę na moją korzyść. Teraz mogę tylko przyznać, że jestem z decyzji o ułaskawieniu zadowolony – tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl Jerzy Jachowicz.
Jako pierwszy o ułaskawieniu Jerzego Jachowicza poinformował serwis wPolityce.pl.
