Badania zgodnie z planem mają się rozpocząć w drugiej połowie lipca i obejmą okolice Darłowa, Kołobrzegu i Mrzeżyna (Zachodniopomorskie). To właśnie te miejscowości wymieniane są w historycznych przekazach opisujących wielką morską powódź, której przyczyną mogło być właśnie tsunami.
W związku z tym, że powódź miała miejsce dosyć dawno (w Darłowie w 1497 r., w Mrzeżynie w 1757 r, a w Kołobrzegu w latach 1497 i 1779), znalezienie śladów tsunami będzie niezwykle trudne. Naukowcy są jednak zdeterminowani i w związku z wyzwaniem badawczym zapowiadają gruntowne poszukiwanie śladów tsunami dzięki licznym odwiertom i oczyszczaniu odkrywek geologicznych.
Zdobyty w ten sposób materiał zostanie następnie przebadany pod kątem występowania tzw. słonych osadów, mogących wskazywać na wdarcie się wód Bałtyku w głąb lądu.
Na wzmianki o tsunami, nazywanym „Niedźwiedziem Morskim” natrafiono w historycznych przekazach lokalnych kronikarzy, jednak do tej pory nie ustalono co mogło być przyczyną występowania tego zjawiska. Według hipotezy dr. Piotrowskiego mogły nią być silne trzęsienia ziemi w okolicach Skandynawii, które doprowadziły do gwałtownego osuwania się dna morza, czego efektem była eksplozja metanu uwięzionego w tworzących dno warstwach. To właśnie od towarzyszących eksplozjom pomruków zjawisko nazywano „Niedźwiedziem Morskim”. Według szacunków dr. Piotrowskiego fale Bałtyku, które uderzyły na Darłowo i Mrzeżyno mogły mieć wysokość trzech metrów, a woda wdarła się na ląd na głębokość kilku kilometrów.

