Do wypadku doszło w nocy z 2 na 3 października ub. roku. Po meczu Falubazu Zielona Góra zorganizował fetę z udziałem zawodników i kibiców. Do wypadku doszło przed godziną trzecią rano, gdy kibice wracali do domów. Według relacji świadków kibic znalazł się na jezdni i został potrącony przez policjantów jadących zbyt szybko nieoznakowanym autem. Samochód poruszał się bez sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Po śmierci 23-latka w Zielonej Górze doszło do starć kilkuset kibiców z policją.
Mężczyzna poniósł śmierć na miejscu. Sytuacja pomiędzy kibicami a policją była bardzo napięta. Funkcjonariusze użyli armatki wodnej oraz broni gładkolufowej, gdyż wzburzeni kibice rzucali na ulicę w kierunku policjantów kamienie i butelki.
- W radiowozie, który jako pierwszy przyjechał na miejsce, w którym zginął kibic z Zielonej Góry, policjanci odczepili tylne tablice rejestracyjne. Obok trwały próby reanimowania chłopaka. Widziało to wielu świadków (...) Zgadzam się ze stwierdzeniem, że to był nieszczęśliwy wypadek, ale zawiniony przez policjanta. Niestety, później na temat przebiegu zdarzenia kibice usłyszeli totalne brednie – mówił wówczas portalowi Niezależna.pl Kajetan Hozakowski, szef stowarzyszenia „Tylko Falubaz”.
W toku postępowania prokuratorzy ustalili, że przyczyną wypadku było postępowanie pieszego, który przebiegając przez jezdnię w miejscu niedozwolonym nienależycie obserwował pas drogi i innych uczestników ruchu. Prokuratura zwracała także uwagę, że kibic był nietrzeźwy i naruszył zasady bezpieczeństwa ruchu, ostatecznie jednak zdecydowano, że kierujący nieoznakowanym radiowozem policjant także, w dużej mierze przyczynił się do zaistnienia wypadku. Śledczy uznali, że funkcjonariusz naruszył zasady bezpieczeństwa nie zachowując szczególnej ostrożności podczas jazdy i zasady ograniczonego zaufania ze względu na przemieszczające się liczne grupy osób, a przede wszystkim jechał zbyt szybko, biorąc pod uwagę warunki na drodze.
Policjant usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, grozi mu od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia. Oskarżony służy w policji od sześciu lat. Po wypadku przez kilka miesięcy był na zwolnieniu lekarskim, był także pod opieką psychologa.

