W poprzednim głosowaniu jeden z radnych PO wrzucił nieważny głos, co w konsekwencji doprowadziło do uzyskania większości dla wniosku PiS o odwołanie zarządu. Na decydujące głosowanie podczas sesji rady dzielnicy władze Platformy wysłały czujnych „obserwatorów”, którzy najwyraźniej swoją obecnością mieli zmotywować radnych do „właściwego” głosowania. Przewodniczący rady Norbert Szczepański z PO nie dopuścił do głosu mieszkańców Wawra, którzy przyszli na sesję i chcieli wypowiedzieć się na temat wyboru zarządu.
Specjalnie na sesję rady dzielnicy przyjechał wysłannik Hanny Gronkiewicz-Waltz – Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent stolicy. Pojawił się także poseł Marcin Kierwiński oraz wiceszefowa rady miasta Ewa Masny z PO. Opozycję swoją obecnością wsparł szef kubu PiS w radzie miasta Maciej Wąsik.
Radni opozycji zwracają uwagę, że całe głosowanie przypominało farsę. Odwołana burmistrz Jolanta Koczorowska została ponownie wybrana stosunkiem głosów 15:8. Najwyraźniej aby rozwiać wszelkie wątpliwości i podejrzenia, albo żeby wykazać się przed wysłannikiem Hanny Gronkiewicz-Waltz, radni PO instruowali się nawzajem jak mają głosować, a następnie pokazywali sobie w której rubryce na karcie do głosowania stawiali krzyżyk.
Radni PiS ironizowali, że poziom nieufności w Platformie Obywatelskiej jest tak duży, że radni muszą sprawdzać się nawzajem, żeby później władze nie miały do nikogo pretensji. Sposób głosowania wzbudził też konsternację prawników, jednak wysłannik Hanny Gronkiewicz-Waltz stwierdził, że wszystko odbywa się w należytym porządku.
- Radny może głosować wszędzie, nawet na dachu. Tajność jest przywilejem. Jeśli radny sobie tego nie życzy, może każdemu pokazać swoją kartę – oświadczył Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent stolicy.
