Komentując decyzję warszawskiego sądu okręgowego ws. bezterminowej niezdolności gen. Kiszczaka do udziału w procesie, Czesław Kłosek, górnik postrzelony w 1981 r. przez ZOMO, stwierdził, że odbiera ją „bardzo źle”.
- Potrzebne jest to, żeby on wreszcie stanął i powiedział: moja wina. (...) Trzeba umieć powiedzieć „przepraszam” w sposób szczery. Sąd tutaj też się nie popisał – sam fakt, że ktoś jest chory, szczególnie gdy pokazywał się w Egipcie, w bardzo gorącym klimacie, na wielkich wysokościach... (...) Rozumiem, wielu ludzi może robić wszystko ze swoim zdrowiem. Ale takie uciekanie w starość... (...) Oszczędziłby wszystkim wiele, gdyby stanął i powiedział: rzeczywiście tak było – mówi Czesław Czesław Kłosek.
Górnik w czasie pacyfikacji „Manifestu Lipcowego” w 1981 r. został postrzelony. Pocisk po rykoszecie przeszedł przez gardło i do dzisiaj tkwi w kręgosłupie.

