Historyk z Instytutu Pamięci Narodowej dr Sławomir Kalbarczyk komentując informację o odnalezieniu przez prof. Natalię Lebiediewą listy nazwisk 1996 Polaków wywiezionych do katowni w Mińsku tłumaczy, że budzi to pewne wątpliwości w kwestii wiarygodności i właściwej identyfikacji tego dokumentu.
- Ośrodek Karta twierdzi, że ten dokument od dawna u nich jest i nie jest to białoruska lista katyńska, jednak mogli się oprzeć oczywiście tylko na publikowanych fragmentach. I w obliczu tych wątpliwości jedyną metodą, która nam pozostaje, jest porównanie obu tych dokumentów w całości, by stwierdzić z czym mamy do czynienia. Na podstawie tego fragmentu, który mamy w „Gazecie Wyborczej”, trudno jednoznacznie wyrokować, co to właściwie jest. Są jednak poważne wątpliwości, czy identyfikacja tego dokumentu jest właściwa i te wątpliwości muszą być rozstrzygnięte, żeby ostatecznie wyrokować, czy to lista białoruska. A te wątpliwości dotyczą chociażby liczby nazwisk. 1996 osób to nie jest liczba osób, które hipotetycznie powinny znajdować się na tych listach. Powinno być to co najmniej 3 tys. nazwisk i pytanie, dlaczego ta lista jest ograniczona do tylu osób. I dlatego, nawet gdyby to była białoruska lista, to z uwagi na jej długość można by ją nazwać najwyżej półlistą – uważa dr Sławomir Kalbarczyk.
Na wątpliwości związane z ogłoszonym przez „Gazetę Wyborczą” sensacyjnym odkryciem zwracał uwagę także dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN, historyk i przedstawiciel Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych prof. Wojciech Materski.
- Lista ta jest wiarygodna, autentyczna i znana nam od drugiej połowy lat 90. Wówczas to Aleksander Gurjanow z Memoriału odnalazł to w archiwach postsowieckich i przekazał do nas. Dokument ten zdeponowany jest w Ośrodku Karta. Z całą pewnością są to osoby z więzień, czyli są to ofiary z białoruskiej listy katyńskiej, ale nie tylko. Są tam również osoby, które były deportowane, które były przewożone do różnych aresztów, osoby, które w ogóle nie zostały objęte operacją katyńską. Zatem jest to rutynowa lista wszelkich konwojowań dokonywanych przez 15. Brygadę Wojsk Konwojowych NKWD w pierwszych miesiącach 1940 r. Z całą pewnością na liście są nazwiska osób, które potem trafiły na białoruską listę katyńską, ale są również osoby, które trafiły na zesłanie – tłumaczy prof. Materski.

