Jeszcze przed zakończeniem protestu rolnicy spotkali się z wiceministrem rolnictwa Tadeuszem Nalewajkiem. Po trwających ponad 3 godziny negocjacjach zredagowano protokół uzgodnień i rozbieżności. Według rolników rozmowy były trudne i praktycznie nie osiągnięto postępu. Protestujący zdecydowali o utrzymaniu pogotowia strajkowego.
Wcześniej rolnicy domagali się rozmowy z ministrem rolnictwa w sprawie spełnienia postulatów zgłoszonych pod koniec marca w związku z wymarznięciem upraw. Minister stwierdził jednak, że ze względu na pracę w Sejmie nie może przyjechać do Bydgoszczy i zaprosił rolników do Warszawy. Protestujący nie wyrazili na to zgody, a ostatecznie do Bydgoszczy przyjechał wiceminister rolnictwa Tadeusz Nalewajk.
Protest rolnicy planowali od dłuższego czasu. Początkowo miało przyjechać znacznie więcej osób, ale do akcji wkroczyła policja. Jak informował portal Niezależna.pl, rolników chcących wziąć udział w demonstracji zaczęli „odwiedzać” umundurowani funkcjonariusze.
- Przyjechał do mnie radiowóz, wylegitymowano mnie. Policjanci pytali o mnie, o mojego brata, jakim ciągnikiem zamierzam jechać do Bydgoszczy i dlaczego. Pytali nawet, do jakiej partii należę - informował nas dwa dni temu Krystian Różański, rolnik z gminy Mrocze koło Nakła.
Po interwencji portalu Niezależna.pl i zwróceniu uwagi na sposób oraz formę zbierania danych o rolnikach I Zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy polecił wydziałowi kontroli wyjaśnienie sposobu zbierania tych danych przez policjantów.
Zastraszenie przez policję odniosło połowiczny sukces, bo część osób wystraszyła się konsekwencji i zrezygnowała z udziału w proteście, ale nie wszyscy. Niemal dwieście ciągników dotarło do Bydgoszczy i zablokowało ulicę Jagiellońską w centrum miasta. Na stojącym na czele traktorze zawieszono transparent z napisem „Sawickiego polityka dobija polskiego rolnika”.

