Siłą Rosji jest bezwzględność. Rzadko który kraj potrafi tak bezczelnie likwidować swoich przeciwników i tak okrutnie rozprawiać się z tymi, którzy mogą być choćby potencjalnym zagrożeniem. Ta bezwzględność osłabia ducha ludzi małej wiary. Niestety takie właśnie były polskie elity przez kilka wieków. Oczywiście pojawiały się wyjątki. Dwudziestolecie międzywojenne stworzyło pokolenie na tyle mocne, że Rosja musiała dokonać masowej eksterminacji elit. Pokolenie PRL mocne już nie było. Do dzisiaj pokutuje model inteligencji pozbawionej charakteru i skrajnie nihilistycznej. To efekt rosyjskiej pedagogiki. Jednak dzisiaj Moskwa budująca na nowo podstawy imperialności spotyka się z przeciwnikiem dużo bardziej od niej bezwzględnym: z wolnym rynkiem.
Putin stworzył swoją siłę, opierając się na przejęciu kontroli nad przedsiębiorstwami gazowymi i naftowymi. Moskwa jak może, ukrywa problemy Gazpromu. Są one w tej chwili ogromne. Nie da się wykluczyć, że realny koszt wydobycia gazu w Rosji daleko przekracza jego cenę rynkową. Wprawdzie Polacy i niektóre państwa ościenne Rosji płacą wielokrotnie więcej za gaz niż Amerykanie, więcej nawet niż mieszkańcy Europy Zachodniej. Jednak ceny gazu idą mocno w dół. Ostatnio zaczęły spadać też ceny ropy. Po boomie łupków gazowych czeka nas boom roponośny. Cena ropy za baryłkę już spadła poniżej magicznej granicy 100 dol. Spadek o kolejne 20–30 proc. doprowadzi do tego, że wielki eksporter ropy, Moskwa, straci klientów. Rosjanie wiele mówią o potrzebie reform. Za rok reformy te zostaną wymuszone przez kryzys finansowy. Wtedy Kreml przekona się, że pałki policyjne nie przywrócą spokoju. W poważnym kłopocie znajdą się jego zagraniczni poplecznicy. Rosja szybciej sprzeda swoją agenturę, niż poświęci kogoś z centrum władzy. Wkrótce owo centrum stanie się głównie skansenem. To kwestia najbliższych lat.