"Cena przetrwania" opisuje m.in. kontakty ludzi ze środowiska "Tygodnika Powszechnego" z SB. Jeszcze przed ukazaniem się wywołała oburzenie "salonu".
Po wydaniu książki Roman Graczyk został pozwany przez Jacka Pszona, syna nieżyjącego Mieczysława Pszona. Jacek Pszon twierdzi, iż naruszono jego dobra osobiste. Domaga się przeprosin od autora i wydawcy oraz zaprzestania publikacji książki.
Tomasz Szymborski, prezes katowickiego SDP, poinformował dziś: Pełnomocnictwo, czyli podjęcie się obrony przez adwokata kosztowało Romana Graczyka 3000 zł netto. Za każdą rozprawę adwokat wystawia rachunek 1500 zł netto. Do tej pory odbyły się dwie rozprawy, a sąd wyznaczył jeszcze terminy czterech. Wydatki zatem łatwo policzyć: 6000 zł netto do tej pory, i drugie tyle w perspektywie kilku miesięcy. Tyle możemy zrobić. Reszta w rękach wymiaru sprawiedliwości.
Wcześniej Roman Graczyk pisał na swoim blogu:
Zabieram głos w tej sprawie nie tylko jako obywatel zainteresowany dobrym urządzeniem ładu publicznego, ale także jako podsądny. Przyszło mi bowiem odpowiadać w tego rodzaju procesie za książkę traktującą o pewnym wycinku najnowszej historii Polski ("Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego", Czerwone i Czarne, Warszawa 2011). Dobrze więc rozumiem dyskomfort autora pozwanego w takiej sprawie. Ten dyskomfort znacząco się zwiększa w przypadku skazania. Gdy chodzi o moją sprawę, ufam, że „są jeszcze w sądy Rzeczypospolitej”, ale najlepszy sąd nic nie poradzi na to, że mamy oto w Polsce sytuację prawnego ścigania ludzi za korzystanie z prawa do wolności słowa. To trzeba zmienić na poziomie legislacji. Wobec praktyki sądowej, jaką obserwujemy, autor nie dysponujący jakąś szczególną fortuną materialną trzy razy się zastanowi, zanim podejmie się „trefnego” tematu. O to, zresztą, zwykle chodzi tym, którzy ich pozywają.
Wszystko to sprawia, że należałoby się zastanowić nad użytecznością dla dobra wspólnego tych przepisów kodeksu cywilnego, które umożliwiają takie praktyki. A tym bardziej nad ich użytecznością dla efektywnej ochrony wolności słowa. Uwagę tę dedykuję rządzącej koalicji PO-PSL, a szczególnie urzędującemu ministrowi sprawiedliwości Jarosławowi Gowinowi.
Dopóki ta instytucjonalna infrastruktura się nie zmieni, autorzy będą w ten sposób dyscyplinowani i onieśmielani. Natomiast ci, którzy mimo wszystko odważą się pisać, mogą być dotkliwie karani finansowo. Dlatego proszę wszystkich, którym leży na sercu sprawa wolności słowa, o wszelką możliwą pomoc. Jeśli – w co ufam – wygram ten proces i kosztami procesowymi zostanie obciążony pozywający mnie Jacek Pszon, pomoc zostanie przekazana innym potrzebującym.
Przy okazji gorąco dziękuję wszystkim, którzy już dotąd okazali mi w tej sprawie jakiekolwiek wsparcie.
