Kilkaset osób ze sztandarami, trąbkami i gwizdkami próbowało zablokować wyjazd prezydenta z EKG. Zaproszonemu na kongres Komorowskiemu chcieli wręczyć petycję, w której apelują o niepodpisywanie uchwalonej w ubiegłym tygodniu przez Sejm ustawy emerytalnej. Odebrali ją od nich funkcjonariusze BOR. Uczestnicy zarzucają rządowi brak konsultacji społecznych. Do wychodzącego Komorowskiego demonstrujący krzyczeli aby podszedł do nich i porozmawiał. Prezydent szybko wsiadł do swojej limuzyny i pokazując manifestującym przez szybę samochodu kciuk odjechał.
"Emerytalna ustawa sejmowa to wasza hańba narodowa" - można przeczytać na jednym z transparentów.
Pod hasłem "Nie dla pracy aż do śmierci" manifestują związkowcy z OPZZ, Związku Zawodowego Górników w Polsce i Związku Zawodowego Ratowników Górniczych oraz przedstawiciele Partii Kobiet.
"Myślę, że pan prezydent nie jest na usługach Platformy Obywatelskiej i rozważy nasze argumenty, że podpisanie tej ustawy jest kolejnym krokiem Polski w tył w strukturze Unii Europejskiej" - powiedział Andrzej Chwiluk, szef Związku Zawodowego Górników.
Dodał, że związkowcy oczekują jednoznaczniej decyzji - odmowy podpisania ustawy. "Skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego byłoby jedynie politycznym wybiegiem" - ocenił.
Manifestacja zgromadziła też grupę osób uważających się za pokrzywdzonych prze ZUS. "Przyszliśmy tutaj, aby w tym kraju prawo znaczyło prawo, że jeśli urzędnik podejmuje decyzję, to jest ona wiążąca i ostateczna i żeby nie cofało się prawo wstecz" - powiedział Bogdan Pietrzyca, taksówkarz z Zabrza.
„W sądach traktują nas jak nic, zarzuca nam się fikcyjność umów, nie przyjmują żadnych dowodów” - mówiła dziennikarzom jedna z kobiet, właścicielka sklepu odzieżowego, która ma zapłacić ZUS-owi 80 tys. zł.
O swoim problemie przedstawiciele Stowarzyszenia alarmowali już w ubiegłym roku, gdy do Katowic na Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw przyjechał premier Donald Tusk. Teraz zarzucają rządowi, że nic nie zrobił w tej sprawie.
Protestujący przedsiębiorcy skarżą się, że ZUS ściga prowadzących działalność gospodarczą i pracujących równocześnie na umowach nakładczych i umowach-zleceniach, którym przed laty dano możliwość opłacania niskich składek emerytalno-rentowych. Od 2009 r. wprowadzono zmiany do ustawy, na mocy której żąda się teraz od chałupników zapłacenia zaległości z odsetkami do 10 lat wstecz - podkreślali pikietujący, nazywając to prawnym oszustwem.
Przedsiębiorcy, którzy dokonali wyboru tytułu do ubezpieczeń zgodnie z ówcześnie obowiązującym prawem, chcieliby rozwiązania swojego problemu drogą ustawy abolicyjnej, umarzającej dodatkowo naliczane składki na ubezpieczenia społeczne od działalności gospodarczej - za lata 1999-2009. Poszkodowani podkreślają, że nagle zostali pozbawieni prawa wyboru tytułu do ubezpieczeń i zaskoczeni powstałymi zobowiązaniami wobec ZUS, wynoszącymi od kilkunastu do kilkudziesięciu tys. zł.
