"Kiedy obserwujemy, co się dzieje w Brukseli np. w czasie niedawnej Rady Europejskiej, a także, co się dzieje każdego dnia w Europie i na świecie, możemy bez żadnego ryzyka stwierdzić, że w tym, bardzo często też chaosie i poczuciu niepewności, powstają dwie koncepcje Europy" - mówił Tusk, przedstawiając informację w sprawie przyszłości UE.
"Ci, którzy najgłośniej krzyczą, tak naprawdę pchają Polskę w tę stronę, w ten ślepy korytarz, gdzie będziecie mogli sobie bardzo głośno krzyczeć o suwerenności i niepodległości, tylko sami siebie będziecie słuchać" - denerwował się premier.
Podkreślił jednocześnie, że słowa uznania należą się opozycji siedzącej po lewej stronie sali sejmowej, a więc postkomunistom i Januszowi Palikotowi, który powiedział dziś, że chciałby w rządzie Niemców. "Muszę powiedzieć, że jestem pod dużym wrażeniem lojalności wobec państwa polskiego w tej bardzo trudnej debacie i chciałbym podziękować całej tej stronie" - mówił premier, bijąc rekordy absurdu.
Anna Fotyga (PiS) oceniła, że rząd PO-PSL, zmieniając politykę zagraniczną po przejęciu władzy w 2007 r., wpisał się w główny nurt unijny, przez co straciliśmy możliwość budowania w UE koalicji w istotnych dla siebie sprawach. "Od czasu, kiedy Polska stała się rzecznikiem Rosji w UE, wpisaliśmy się w główny nurt myślenia państw unijnych i to powoduje bardzo utrudnioną sytuację, jeśli chodzi o budowę koalicji" - dodała.
Zdaniem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego premier, choć w swoim wystąpieniu miał przedstawić perspektywę UE, nic w istocie w tej sprawie nie powiedział, tylko atakował opozycję. Pytany o to, że w wystąpieniu premier skierował słowa uznania pod adresem przedstawicieli SLD i Ruchu Palikota, prezes PiS odparł, że tylko jego partia jest opozycją.
Szef PSL Waldemar Pawlak w swoim stylu zaapelował, by patrzeć na UE jak na przedsięwzięcie wyjątkowe w historii świata, a nie jak na projekt europejski zaślepiony dążeniem do jednego państwa i jednej waluty. Według niego ważne jest, aby Polska zachowała suwerenność w kluczowych sprawach.
Janusz Palikot oświadczył, że jego partia z życzliwością i entuzjazmem odnosi się do ostatnich inicjatyw rządu Donalda Tuska w sprawie integracji UE. "Chcemy federalnej Europy, chcemy jednego państwa europejskiego. Naszą intencją jest zachęcić pana premiera i pana ministra Sikorskiego do głębszej integracji, jest właśnie intencją zbudowania jednego państwa europejskiego, pójścia dalej niż nawet najlepsza umowa międzyrządowa" - mówił Palikot.
Również szef SLD Leszek Miller opowiedział się za dalszą integracją Unii. Ocenił, że źródła zagrożeń wiszących nad UE tkwią w tym, że nie została ona... dokończona. Według niego, interesem Polski jest też silniejsza integracja strefy euro i wejście do niej.
Ludwik Dorn (Solidarna Polska) ocenił, że premier, przedstawiając informację w sprawie przyszłości UE, wystąpił w roli "doradcy i zausznika możniejszego". Skrytykował Tuska za to, że nie konsultował się z parlamentem przed podjęciem "wiążącej deklaracji intencji" na unijnym szczycie.
Antoni Macierewicz (PiS) zarzucił mu, że "pcha Polskę" do scenariusza wzorowanego na traktacie jałtańskim. Minister w odpowiedzi przypisał Macierewiczowi m.in. "spartaczenie lustracji" i ośmieszenie badania przyczyn tragedii smoleńskiej.
Jerzy Żyżyński (PiS) opowiedział się przeciwko ewentualnemu uczestnictwu w pomocy finansowej dla strefy euro. "To tak jakby płacić za ubezpieczenie domu, w którym nie mieszkamy, żeby ulżyć bogatszym sąsiadom, bo będziemy współdecydować o menu ich obiadu i może dostarczymy jakichś wiktuałów z naszego ogródka, i będziemy mieli zaszczyt posprzątać po obiedzie" - mówił.