O zatrzymaniu Michalewicza - kandydata w wyborach prezydenckich na Białorusi w 2010 r. - poinformował jako pierwszy portal Kresy24.pl.
Zatrzymanie potwierdziła rzeczniczka komendanta głównego Straży Granicznej Justyna Szmidt-Grzech. SG ogłosiła, że Michalewicz legitymował się czeskim dokumentem uchodźczym i widniał w systemach Interpolu jako osoba poszukiwana w celu doprowadzenia do prokuratury. Był podejrzany o "zorganizowanie masowych manifestacji".
Na lotnisko udał się wiceminister spraw zagranicznych Krzysztof Stanowski, by próbować doprowadzić do jak najszybszego zwolnienia Michalewicza - o czym poinformował rzecznik MSZ Marcin Bosacki. "Według naszej najlepszej wiedzy jest to pomyłka prokuratury, która uwierzyła w list gończy wydany przez władze białoruskie" - mówił rzecznik MSZ.
Bosacki zaznaczył, że "MSZ nie może niczego kazać Straży Granicznej ani prokuraturze". "Natomiast uruchomiliśmy wszelkie możliwe procedury między instytucjami państwowymi, aby pana Michalewicza jak najszybciej wypuszczono" - powiedział rzecznik resortu.
Prokuratura stwierdziła wówczas, że mówienie o "pomyłce prokuratury" jest zupełnie nieuzasadnione. "Polska prokuratura nie prowadzi żadnego postępowania w tej sprawie i nie dysponuje żadnymi materiałami" - powiedział rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk. "Mówienie, że zatrzymanie jest pomyłką prokuratury, to wprowadzanie w błąd opinii publicznej" - oświadczyła zaś rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Monika Lewandowska.