Mrzonki federacyjne, które jeszcze dziesięć lat temu mogli sobie snuć euroentuzjaści, są dzisiaj jedynie alibi dla zwasalizowania polityki polskiej wobec Berlina. Radosław Sikorski, który kilka lat temu przyjął na wschodzie realpolitik Moskwy, dzisiaj coraz wyraźniej uznaje dominację Niemiec w Europie Centralnej. Takie jest zresztą stanowisko całego rządu Donalda Tuska. Niemcy kreślą obszar bezpośredniej strefy wpływów sięgający nie dalej niż kilkaset kilometrów od ich granic i ludnościowo niewiele większy niż samo państwo niemieckie. Polska byłaby w tej układance krajem najważniejszym. Nic też dziwnego, że awaryjny wariant ograniczenia UE do Europy Północnej, czy też używając nazewnictwa sprzed stu lat, państw centralnych, musi uwzględniać silną integrację Warszawy z Berlinem. Czy jest to tylko jeden z geopolitycznych pomysłów na wypadek krachu Unii, czy też Unia miała doprowadzić do odbudowy wpływów niemieckich, pewnie za naszego życia się nie dowiemy. W najbliższych miesiącach i latach dojdzie do przeobrażenia Europy pod względem gospodarczym i politycznym. To, czy Polska pozostanie w niej podmiotem, zależeć będzie od siły naszych elit. Na razie sytuacja wygląda fatalnie. Obóz władzy dzieli się na aliantów Berlina lub Moskwy. Dopiero powrót USA do tego regionu może spowodować, że staniemy się czymś więcej niż tylko pionkiem na europejskiej szachownicy.
Stany Zjedn. w Berlinie
Minister Radosław Sikorski propaguje ideę Europy federacyjnej. Oznaczałoby to, że Europa zamieni się w nowe Stany Zjednoczone.
Autor: Tomasz Sakiewicz
Mrzonki federacyjne, które jeszcze dziesięć lat temu mogli sobie snuć euroentuzjaści, są dzisiaj jedynie alibi dla zwasalizowania polityki polskiej wobec Berlina. Radosław Sikorski, który kilka lat temu przyjął na wschodzie realpolitik Moskwy, dzisiaj coraz wyraźniej uznaje dominację Niemiec w Europie Centralnej. Takie jest zresztą stanowisko całego rządu Donalda Tuska. Niemcy kreślą obszar bezpośredniej strefy wpływów sięgający nie dalej niż kilkaset kilometrów od ich granic i ludnościowo niewiele większy niż samo państwo niemieckie. Polska byłaby w tej układance krajem najważniejszym. Nic też dziwnego, że awaryjny wariant ograniczenia UE do Europy Północnej, czy też używając nazewnictwa sprzed stu lat, państw centralnych, musi uwzględniać silną integrację Warszawy z Berlinem. Czy jest to tylko jeden z geopolitycznych pomysłów na wypadek krachu Unii, czy też Unia miała doprowadzić do odbudowy wpływów niemieckich, pewnie za naszego życia się nie dowiemy. W najbliższych miesiącach i latach dojdzie do przeobrażenia Europy pod względem gospodarczym i politycznym. To, czy Polska pozostanie w niej podmiotem, zależeć będzie od siły naszych elit. Na razie sytuacja wygląda fatalnie. Obóz władzy dzieli się na aliantów Berlina lub Moskwy. Dopiero powrót USA do tego regionu może spowodować, że staniemy się czymś więcej niż tylko pionkiem na europejskiej szachownicy.
Autor: Tomasz Sakiewicz
Źródło: