Maciejewski utrzymuje, że „wskutek działania władz publicznych, doznał cierpienia, które przejawiało się przede wszystkim w tym, że postrzegał siebie jako obywatela drugiej kategorii”. W piśmie do Strasburga twierdzi: „te negatywne doznania pogłębiały się wraz z czasem trwania postępowania przed sądem cywilnym o ochronę dóbr osobistych, w szczególności na skutek lekceważącego stosunku składu sędziowskiego podczas rozpraw do stanowiska i osoby skarżącego”.
Autor kuriozalnej skargi już pod koniec 2009 r. skierował sprawę krzyży w magistracie do Sądu Rejonowego w Świnoujściu. Sprawa została przekazana do Sądu Okręgowego w Szczecinie, który oddalił powództwo. Wniosek oddalił również Sąd Apelacyjny.
Krzyże, na które skarży się Maciejewski, są dwa. Jeden z nich wisi w gabinecie prezydenta. Drugi krucyfiks zawisł w sali sesyjnej rady miasta po tym, jak budynek będący koszarami stacjonującej w mieście armii radzieckiej, przeszedł w polskie ręce.