Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Szewczak: powrót syna marnotrawnego

Minister Rostowski przerwał urlop niczym prezydent Sarkozy i wrócił do kraju, by upewnić nas, że nadal jesteśmy „zieloną wyspą”.

Minister Rostowski przerwał urlop niczym prezydent Sarkozy i wrócił do kraju, by upewnić nas, że nadal jesteśmy „zieloną wyspą”. Wizjoner i genialny strateg naszych finansów publicznych stara się przywrócić zachwianą wydarzeniami z ostatniego tygodnia wiarę w nasz „cud gospodarczy”.

Horror natychmiast ustąpił miejsca nadziei.

Kilka tygodni temu w podobny, werbalny sposób min. J.V.Rostowski uratował Grecję i rozwiązał problem zadłużenia strefy – tak przynajmniej informowała niezawodna PR–owsko TVN–CNBC. Nasz wybitny sztukmistrz z Londynu uspokoił skołatane nerwy inwestorów, przypominając, że mamy dużo szczęścia, iż przez ostatnie 4 lata rządzi PO–PSL, bo inaczej mielibyśmy tu nad Wisłą Grecję. Jakby żartów ze zdrowego rozsądku było mało, nasz minister finansów oświadczył zdumionym analitykom i dziennikarzom, że to on przewidział kryzys i dokonał już z wyprzedzeniem wszelkich niezbędnych działań, choć jeszcze nie tak dawno twierdził, że nic nie trzeba robić, bo co jak co, ale kryzys nam nie grozi.

A teraz fakty:
- to właśnie J.V.Rostowski zainicjował stosowanie na ogromną skalę greckich sztuczek i kreatywnej księgowości, zwłaszcza tzw. swapów walutowych, sprzedaży unijnych środkow na rynku, ukrywania długów poza budżetem (drogi, FUS) - to minister finansów zaniżył wielkość inflacji w budżecie na ten rok do 2,3 proc. (choć wynosi ona 4-5 proc.) po to, by zwiększyć wpływy podatkowe w 2011 r.
– zawyżył w budżecie deficyt, choć wiedział, że wpadnie mu prezent z NBP od prezesa M. Belki w wysokości ponad 6 mld zł. – w 2007 r., przed objęciem sterów finansowych państwa przez PO, dług publiczny Skarbu Państwa wynosił 527 mld zł, natomiast po 4 latach podobno „oszczędnych” rządów obecnej koalicji i J.V.Rostowskiego mamy już ok. 800 mld zł.; rok zakończymy jeszcze gorzej, na poziomie gdzieś ok. 850 mld zł - w ramach obietnic o niepodnoszeniu podatków to właśnie obecny minister podniósł VAT z możliwością dalszego podnoszenia go do 25 proc. Dziś powtarza, że choć nie chce, to dalsze podnoszenie podatków teoretycznie jest możliwe, bo to ostatnia deska ratunku
– deficyt budżetowy w budżecie 2007 r. wyniósł ok. 15 mld zł., a u „bardzo oszczędnego” J.V.Rostowskiego ok. 40 mld zł – deficyt sektora finansów publicznych do PKB wyniósł w 2007 r. ok. 2 proc., a po 4 latach sukcesów gospodarczych „zielonej wyspy” - 7,9 proc.; wzrósł zatem blisko 400 proc.
– deficyt w handlu zagranicznym Polski w ub. roku wyniósł 56 mld zł. w I poł. tego roku 26,4 mld; w 4 lata straciliśmy w tym międzynarodowym handlu blisko 200 mld zł.
– frank szwajcarski w 2007 r. był w okolicach 2 zł., dziś kosztuje 4 zł.
– wielkość kredytów zagrożonych gospodarstw domowych to już blisko 40 mld zł., firm ok. 30 mld zł., zaległości podatkowe wynoszą 25 mld zł., zadłużenie samorządów ok. 50 mld zł., zadłużenie firm, banków i samorządów w formie obligacji to ok. 90 mld zł.

Szczególnie dumny jest J.V.Rostowski z tego, że jako wizjoner, który przewidział kryzys, zaczął odpowiednio wcześnie pożyczać na zapas. Wysoko i ambitnie ustawił nam poprzeczkę w dalszym zadłużaniu się. W 2011 r. ustalił potrzeby pożyczkowe na ok. 154 mld zł., ale już w 2012 r. - na gigantyczne 186 mld zł. Jest się czym pochwalić – prawda?

Plan zaciskania pętli na szyi polskiego podatnika wykonano w 90 proc. już w sierpniu. Przyspieszenie w zaciąganiu nowych długów wyszło więc nam fantastycznie. Zobaczymy, czy w II połowie roku już nic nie pożyczymy. Problem jednak w tym, że ZUS-owi wystarczy pieniędzy na wypłatę emerytur i rent tylko do pierwszych dni września. FUS musi bezwzględnie szybko pożyczyć gdzieś miliardy złotych i zagarnąć pieniądze przyszłych pokoleń z Funduszu Rezerwy Demograficznej.

Minister finansów, nasz kryzysowy jasnowidz, już zapowiada, że na jesień, czyli po wyborach, trzeba będzie znaleźć aż 80 mld zł, by uratować nasze finanse publiczne; ciekawe z czyich kieszeni, tych płytkich czy tych głębokich, będą pochodzić?

Rostowski jest zachwycony i dumny z tego, jak dobrze sprzedają się nasze 10-letnie obligacje - płacimy za nie naszym nabywcom 5,8 proc. Zapomina tylko wytłumaczyć rodakom, że emisja obligacji to również forma zadłużenia się i uzależnienia od rynków kapitałowych, to nowa forma niewolnictwa państw i narodów. Greckie, portugalskie, irlandzkie obligacje też do czasu sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. Achy i ochy nad stanem finansów publicznych „zielonej wyspy” są co najmniej niepoważne; brakuje pieniędzy na drogi, wyczerpały się już praktycznie środki budżetowe na obsługę długu zagranicznego, a zwłaszcza dotacja do FUS. Na wizyty lekarskie do specjalisty można się zapisać na styczeń, deficyt obrotów płatniczych z zagranicą przekroczył 1,5 mld euro, nowych ofert pracy mamy najmniej od 8 lat, straty OFE sięgają ok. 15 mld zł.; 17 proc. czyli ok. 6,5 mln Polaków, żyje w niedostatku. Mamy najdroższe paliwo i gaz w Europie w relacji do zarobków, kwota niewypłaconych wynagrodzeń pracowników to już ok. 200 mln zł.

Można tak w nieskończoność. Ratując więc Grecję, strefę euro i wspólną walutę, nie zapominajmy o Polsce.

Autor jest głównym ekonomistą SKOK

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane