Jeszcze niedawno Bartosz Arłukowicz zapewniał, że do jego biura może przyjść ze swoim problemem praktycznie każdy, a jego energiczny i fajny zespół postara się zaradzić pojawiającym się problemom.
– Dzisiaj to jest absolutnie otwarta formuła. Można do nas dostać się drogą telefoniczną, mejlową, listowną. Można także umówić się na wizytę osobistą. To wszystko działa, to wszystko chodzi. Jest zbudowany fajny zespół młodych, energetycznych ludzi – chwalił się na antenie radiowej Trójki Arłukowicz.
Reporterzy „Faktu” postanowili wystawić ministra ds. wykluczonych na próbę i okazało się, że wbrew medialnym zapowiedziom, spotkanie z nim, jest praktycznie niemożliwe.
- Zadzwoniliśmy do biura ministra. Za pierwszym razem podaliśmy się za młodego człowieka, który ma problem ze znalezieniem pracy. Za drugim razem prosiliśmy o interwencję w sprawie renty. – Nie wiem, co poradzić. Może pan maila wyśle. Może zadzwoni, ale za tydzień… – zbywała nas sekretarka z zespołu ministra, o którym sam Arłukowicz mówi, że jest „energetyczny”. Rzeczywiście, jego podwładna sporo energii włożyła w to, by pozbyć się natręta z problemem. - czytamy w relacji z prowokacji przeprowadzonej przez reporterów „Faktu”.