Dziewięć lat postępowania
Stanisław Zalewski urodził się 1 października 1925 roku. Podczas niemieckiej okupacji działał w konspiracji. W 1943 roku został aresztowany, był więziony na Pawiaku, a następnie trafił do Auschwitz-Birkenau oraz systemu obozów Mauthausen-Gusen. Doczekał wyzwolenia w maju 1945 roku.
1 października kończy 101 lat. Jednocześnie od dziewięciu lat uczestniczy w postępowaniu dotyczącym określenia „polski obóz zagłady”, użytego przez niemieckie media w odniesieniu do niemieckiego obozu zagłady w Treblince.
Pozew przeciwko wydawcy portalu Mittelbayerische został wniesiony w 2017 roku, a Zalewski domagał się w nim przeprosin oraz świadczenia pieniężnego na cel społeczny.
Spór szybko wykroczył jednak poza samą ocenę publikacji. Jednym z najważniejszych problemów stało się ustalenie, czy sprawa może być rozpoznawana przez polskie sądy.
Sprawa trafiła do TSUE i Sądu Najwyższego
W toku postępowania Sąd Apelacyjny w Warszawie skierował pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W 2021 roku TSUE wypowiedział się w kwestii jurysdykcji w podobnych sprawach dotyczących treści publikowanych w internecie.
Postępowanie trafiło następnie do Sądu Najwyższego. 18 lutego 2025 roku SN uchylił wcześniejsze rozstrzygnięcie odrzucające pozew Zalewskiego i nakazał ponowne zbadanie kwestii jurysdykcji polskiego sądu. Sprawa wróciła więc do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.
Po ponownym rozpoznaniu sąd dopuścił możliwość rozpatrywania w Polsce części dotyczącej świadczenia pieniężnego, natomiast inaczej ocenił roszczenie o przeprosiny. Pełnomocnicy Zalewskiego podjęli dalsze działania prawne.
Pełnomocnicy chcieli rozdzielenia roszczeń
W styczniu 2026 roku pełnomocnicy Zalewskiego wystąpili o wyodrębnienie roszczenia majątkowego do osobnego postępowania. Chodziło o to, aby ta część sprawy mogła być rozpoznawana niezależnie od dalszego sporu dotyczącego przeprosin. Sąd Apelacyjny nie uwzględnił tego wniosku.
Do sprawy włączył się Rzecznik Praw Obywatelskich. RPO zwracał uwagę przede wszystkim na wiek powoda oraz czas trwania postępowania. Wskazywał, że dalsza zwłoka może doprowadzić do sytuacji, w której prawo Zalewskiego do sądu nie będzie mogło zostać faktycznie zrealizowane.
Rzecznik wskazywał również na możliwość zastosowania przewidzianych w Regulaminie urzędowania sądów powszechnych instrumentów służących zapewnieniu sprawności postępowania.
W korespondencji z pełnomocnikiem Zalewskiego RPO wyrażał nadzieję na niezwłoczne rozpoznanie sprawy, wskazując, że wymaga tego „zwykła przyzwoitość i szacunek wobec pana Stanisława”.
„Mam wrażenie, że sąd czeka na moją śmierć”
Sam Stanisław Zalewski nie ukrywa, że wieloletni czas oczekiwania na zakończenie postępowania budzi jego rozgoryczenie.
- Coraz częściej mam wrażenie, że polski sąd po prostu czeka na moją śmierć. Wiedząc, że mam już ponad 100 lat, nie przyspiesza postępowania. A wtedy problem rozwiąże się sam
- mówił Zalewski.
Na przewlekłość postępowania zwracają uwagę także jego pełnomocnicy.
- Szkoda, że Sądu Apelacyjnego nie przekonały nawet argumenty Rzecznika Praw Obywatelskich. Ta sprawa już dawno przestała być zwykłym sporem procesowym. Jeżeli osoba w wieku ponad 100 lat nie może doczekać się finału postępowania, to trzeba postawić pytanie o realną skuteczność ochrony sądowej
- mówi mec. Lech Obara.
Kasacja wycofana
Jak przekazują pełnomocnicy Stanisława Zalewskiego, zdecydowali się oni na wycofanie skargi kasacyjnej dotyczącej dalszego sporu o roszczenia niemajątkowe. Argumentują, że kolejne postępowanie przed Sądem Najwyższym mogłoby oznaczać następne lata oczekiwania.
Według prawników cofnięcie skargi ma umożliwić dalsze procedowanie części sprawy dotyczącej świadczenia pieniężnego. Obecnie oczekują oni na formalne zakończenie postępowania kasacyjnego.
- Teraz znów czekamy na formalne zatwierdzenie cofnięcia kasacji. To otworzyłoby drogę do dalszej sądowej walki
- mówi mec. Lech Obara.
Pełnomocnicy podkreślają, że decyzja nie oznacza zmiany ich stanowiska w sprawie jurysdykcji.
- Jeżeli kolejne środki prawne miałyby oznaczać następne lata, trzeba było zadać sobie pytanie, czy pan Stanisław w ogóle będzie miał szansę zobaczyć rezultat tej walki
- mówi mec. Szymon Topa.