Ścigany przez prokuraturę Zbigniew Ziobro w Stanach Zjednoczonych przebywa od kilku dni. Udał się tam z Węgier, gdzie uzyskał azyl polityczny. Sprawa ta mocno uderzyła w obóz rządzący, szczególnie, że - jak stwierdził rzecznik Prokuratury Krajowej - Ziobro "nie jest osobą poszukiwaną międzynarodowo", wbrew temu, co można wyczytać z forsowanych przez koalicję rządzącą narracji. Wiele wskazuje na to, że konsekwencje poniesie bezpośrednio minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek.
"Wkurzony na Waldka"
Interia, powołując się na rozmowę z jednym z członków rządu Donalda Tuska, twierdzi, że wyjazd Ziobry do USA był dla rządzących jak "zimny prysznic". - Premier uważa, że był wprowadzany w błąd, że sprawa jest pod kontrolą i że wszystko jest dogadane. Kiedy okazało się, że Ziobro uciekł, był ostro wkurzony - mówi rozmówca portalu, który dodaje, że szef rządu "wkurzony jest szczególnie na Waldka".
"[...] zapewniał Tuska, że jest dogadany, że wszystko wie, że Orban nie ma żadnych wpływów w Stanach Zjednoczonych"
– powiedział polityk.
Inny twierdzi, że "Tuskowi kończy się cierpliwość do Żurka", gdyż Tusk "nigdy nie patrzy na drogę do celu, tylko sam cel".
Nie tylko wyjazd Ziobry
Wśród powodów do niezadowolenia z ministra sprawiedliwości ma być jednak nie tylko wyjazd Ziobry do USA. Chodzić ma również m.in. o robienie zbyt wielkiej nadziei na przełomowe zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, Krajowej Radzie Sądownictwa czy Sądzie Najwyższym. Żurkowi wytykać ma się również nieudana próba wymiany zastępców prokuratora generalnego.
"Główny problem Żurka polega na tym, że Żurek zbudował swój wizerunek właśnie na kwestii rozliczeń poprzedniej ekipy i na byciu twardym szeryfem z ramienia rządu. Teraz to w niego uderza [...] miał kruszyć beton. I w tej kwestii poległ"
– mówi inny rozmówca portalu.