Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz, jak informowaliśmy niedawno na Niezalezna.pl, padł ofiarą ataku polegającego na nocnym zamawianiu jedzenia na jego prywatny adres i telefon. Incydent ten był powiązany z serią fałszywych zgłoszeń nękających redakcję i dziennikarzy Telewizji Republika.
Jak się okazało, doszło do kolejnego poważnego incydentu.
Portal Niezalezna.pl ustalił, że do mieszkania Sławomira Cenckiewicza w Warszawie wezwane zostały służby ratunkowe. Powód był ten sam, co w przypadku fałszywego alarmu w mieszkaniu prezesa TV Republika Tomasza Sakiewicza - zdaniem osoby zgłaszającej, w środku miało znajdować się dziecko chcące popełnić samobójstwo, w dodatku jest pożar i zadymienie. Zawiadomienie wysłane zostało mailowo.
Co istotne, mieszkanie mieści się na ósmym piętrze, a służby na balkon dostawały się bezpośrednio z dachu budynku. W tym czasie prof. Cenckiewicza nie było w mieszkaniu (podpisywał książki "Reset") - został poinformowany przez inną osobę o tym, że służby próbują dostać się do środka przez balkon.
Wówczas, po kontakcie z właścicielem, odstąpiono od dalszych czynności. Była to jednak kolejna akcja, wywołująca reakcję służb i duże koszty. Do tej pory nie ustalono, kto odpowiada za serię prowokacji, która - jak widać - wciąż jest kontynuowana.
Cenckiewicz: Dostałem telefon z ochrony budynku
Krótko przed godz. 15:00, nie będąc obecnym w domu, z ochrony budynku otrzymałem telefon, zostałem połączony z dowódcą grupy strażackiej, a później grupy policyjnej. Dowiedziałem się, że przekazano informację o dzieciach, które mają znajdować się w moim mieszkaniu; mieszkanie jest mocno zadymione. Ale mnie w domu nie było (...) Stwierdzono, że nic niepokojącego nie widać. Po telefonie do mnie odstąpiono od dalszej realizacji.
– powiedział prof. Cenckiewicz w rozmowie z TV Republika.
"Jestem wdzięczny za to, że pod moją nieobecność nikt nie wtargnął do mojego mieszkaniu. Zastosowano odpowiedni sprzęt, który był w stanie sprawdzić czy w ogóle do takiej sytuacji, jaką zgłoszono, doszło" - dodał były szef BBN.