W dyskusji o przekazaniu przez Polskę Ukrainie deficytowych pocisków do systemu Patriot, z kręgów rządowych pada sensowny argument. Dotyczy on ruchu ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza o upublicznieniu informacji o przekazanym sprzęcie.
- Odtajnianie dokumentów jest możliwe, a odtajniać może ten, który utajnił. W tym przypadku minister obrony narodowej
- przyznał wiceszef MON Cezary Tomczyk, tłumacząc swojego przełożonego. Słowa wiceszefa Koalicji Obywatelskiej okazały się bronią obosieczną.
Słowa szybko wykorzystała opozycja. „Panie Tomczyk, nie spodziewałem się, że publicznie Pan przyzna, że miałem prawo odtajnić fragment Waszych planów obrony Polski dopiero na linii Wisły” - zareagował Mariusz Błaszczak, były szef MON.
- Mój adwokat powoła pana na świadka. Ale co na to powie Donald Tusk? Wyrzuci pana z roboty
- dopowiada na nagraniu.
Panie @CTomczyk nie spodziewałem się, że publicznie Pan przyzna, że miałem prawo odtajnić fragment Waszych planów obrony Polski dopiero na linii Wisły.
Tusk Pana wyrzuci z roboty! 😉 pic.twitter.com/JxWc2lZPdf — Mariusz Błaszczak (@mblaszczak) July 8, 2026
Zareagował również wicerzecznik Prawa i Sprawiedliwości Mateusz Kurzejewski. Zakpił z Tomczyka, że ten przyznał, że „minister obrony ma prawo odtajniać dokumenty, którym sam nadał klauzulę”.
Wielki szacunek dla wiceministra @CTomczyk, który postanowił sprzeciwić się absurdalnym zarzutom wobec ministra @mblaszczak. Mocny argument do procesu, skoro obecny wiceszef @MON_GOV_PL przyznaje, że minister obrony ma prawo odtajniać dokumenty, którym sam nadał klauzulę!
— Mateusz Kurzejewski (@MKurzejewski) July 8, 2026
Tylko… pic.twitter.com/yckZaIpxsK
W marcu ub.r. Błaszczak usłyszał zarzuty w związku z odtajnieniem fragmentów planów obronnych dot. tzw. linii Wisły - czyli planów oddania wschodniej Polski wrogowi w razie konfliktu zbrojnego, opracowanych podczas pierwszych rządów PO-PSL.
W 2011 r. rząd Donalda Tuska zatwierdził plany obrony, które zakładały, że w przypadku ataku Rosji lub Białorusi na terytorium Polski wojska agresora zostaną bez walki wpuszczone aż do linii Wisły. Dokument został zatwierdzony przez ówczesnego ministra obrony narodowej Bogdana Klicha, który obecnie decyzją Radosława Sikorskiego pełni funkcję chargé d’affaires RP w Stanach Zjednoczonych. Koncepcja opracowana przez to środowisko polityczne skazywała miliony Polaków mieszkających na Podlasiu, Warmii i Mazurach, Lubelszczyźnie, Podkarpaciu i innych terenach położonych po prawej stronie rzeki na łaskę żołnierzy agresora.