Nawrocki vs Tusk
Karol Nawrocki jeszcze podczas kampanii wyborczej nie szczędził krytyki pod adresem Donalda Tuska. Określił go jako „najgorszego premiera III RP” i zarzucał mu szkodzenie Polsce poprzez „dozowanie nienawiści” w zarządzaniu krajem. Nawrocki zarzucał Tuskowi także brak kompetencji i nieumiejętność rządzenia, wskazując, że obecny rząd próbuje zrzucić odpowiedzialność za swoje niepowodzenia na poprzedniego prezydenta, Andrzeja Dudę. To wskazuje na potencjalny konflikt w kwestiach legislacyjnych i decyzyjnych.
Trudno też nie dostrzec istotnych różnic pomiędzy premierem, a prezydentem pod względem politycznym i ideowym, bowiem dotychczasowe działania Donalda Tuska często stały w radykalnej sprzeczności z wizją deklarowaną przez nową głowę państwa.
Mimo tych istotnych różnic, Karol Nawrocki w swoim inauguracyjnym orędziu zapowiedział gotowość do współpracy z Tuskiem w kluczowych dla Polaków sprawach. Podkreślał przy tym konieczność wygaszania osobistych emocji i wskazywał, że będzie stanowczo przeciwstawiał się działaniom rządu, jeśli uzna je za szkodliwe. To oznaczać może potencjalne napięcia w relacjach rząd–prezydent.
Zmienić konstytucję
O to, jak może przebiegać współpraca pomiędzy dużym i małym pałacem w kontekście deklaracji wyborczych oraz orędzia wygłoszonego przez Karola Nawrockiego, spytaliśmy prof. Mieczysława Rybę.
Za najbardziej niespodziewane akcenty orędzia nasz rozmówca uznał zapowiedź reformy konstytucji, a w zasadzie napisania jej od nowa. - Nie spodziewaliśmy się, że w orędziu już padnie ta propozycja i w dodatku tak konkretnie. W tym sensie jest to bardzo poważne wyzwanie, gdy mówimy o potrzebie reformy państwa, które nie działa sprawnie – powiedział.
Zwrócił przy tym uwagę na „wadliwe zapisy konstytucji” w odniesieniu kompetencji poszczególnych władz, ale też na nieprzestrzeganie zapisów obowiązujących.
- Zawsze, jeżeli będziemy mieli takie podejście do prawa, jakie ma obecna ekipa rządząca, to z każdą konstytucją i z każdym aktem ustawodawczym będzie problem, bo oni go albo uznają, albo nie, twierdząc, że np. dany organ jest niekonstytucyjny, bo jego skład jest nie taki, jakby chcieli. Obecnie nie szanuje się organu, który jest oczywisty i konstytucyjny, jak Trybunał Konstytucyjny. W tym sensie, nawet jak napisze się doskonałą konstytucję, to jeśli będziemy mieć do czynienia z bezprawiem i ludźmi, którzy ją łamią i nie będą karani (bo to jest kwestia rozliczeń), to nic to nie da
- tłumaczył prof. Ryba.
Zaznaczył, że nawet w przypadku trzymania się litery i ducha obecnie obowiązującej konstytucji, „mamy usprzecznione kompetencje prezydenta i rządu w kilku przynajmniej kwestiach”. - Nie wiadomo, dlaczego wybieramy prezydenta w wyborach powszechnych przy jego ograniczonych kompetencjach co do władzy wykonawczej. Kto rządzi? Kto prowadzi politykę zagraniczną? Minister spraw zagranicznych, premier czy prezydent? Kto realnie jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, a nie tylko symbolicznie? Prezydent czy minister obrony narodowej? Jest tych rzeczy naprawdę sporo – wskazał nasz rozmówca.
Groźby Tuska
Pytany o groźby Donalda Tuska, który dzień po zaprzysiężeniu nowego prezydenta powiedział, że „wszędzie tam, gdzie Nawrocki będzie chciał przeszkadzać, zobaczy na czym polega reguła konstytucyjna” oraz „kto rządzi w kraju!", prof. Ryba ocenił, że „Tusk się sam boi, jest przybity, bo poniósł kompletną klęskę”.
- I nie tylko w wyborach, ale też później w całej akcji unieważniającej wybory, kiedy mu się wymknął Hołownia, wymknęli mu się koalicjanci. W tym sensie jest zdruzgotany. On cały budżet kalkulował na to (dlatego zrobili taki duży deficyt), żeby wygrać wybory prezydenckie. Chciał sobie kupić te wybory. Mało tego, łamano prawo na tysiąc sposobów, łącznie z odbieraniem subwencji PiS-owi. Cel był jeden – wygrać te wybory. A jeśli się wygra, to się zmieni całą strukturę ustawową, ustrojową państwa itd. Tymczasem, państwo zadłużone gigantycznie, koalicjanci skłóceni, a wybory przegrane. On się po prostu boi
- wyjaśnił.
Podkreślił, że Karol Nawrocki „zapowiada się jako polityk silny, z wizją o silnym charakterze, co było widać już w kampanii”. - Tusk się więc po prostu boi, bo mając takiego przeciwnika jest na równi pochyłej, no więc odpowiada groźbami. A prezydent ma narzędzia, żeby stawiać pod ścianą rząd, który nie realizuje własnego programu. Tusk przez te półtora roku nic innego nie miał do zaproponowania, jak tylko straszyć, atakować i rozliczać – dodał.
Kohabitacja
Na pytanie jak ocenia perspektywy na sprawowanie władzy przez obecną koalicję w warunkach kohabitacji, nasz rozmówca stwierdził, że „jest taka możliwość, że na wiosnę przyszłego roku będą wybory parlamentarne”. - Ja bym się wcale nie zdziwił, że w pewnym momencie Tusk będzie chciał uciec. Pytanie czy rzeczywiście ma gdzie uciec, bo nie widać, żeby go chciał Merz, nie widać, żeby miał jakąś większą pozycję w Unii Europejskiej. Może von der Leyen mu da coś z łaski, ale generalnie nie ma dobrych rozwiązań. Ten rząd zmarnował półtora roku, a przede wszystkim jest sklejony z ludzi skrajnie niekompetentnych. Mówiąc krótko, nawet, gdyby Tusk miał jakiś pomysł, to kto to zrobi? – zastanawiał się prof. Mieczysław Ryba.
- Jak sobie wymieniamy poszczególnych ministrów, to człowiek się za głowę łapie. A kiedy wymieniamy możliwe nazwiska osób, które są w stanie przejąć stery po Tusku, to człowiek się jeszcze bardziej za głowę łapie. Krótko mówiąc, Tusk tak sobie ułożył partię, że składa się ona z miernot w sensie merytorycznym. Od minister edukacji począwszy, a gdzieś na środowisku kończąc. Tam nie ma żadnych osobowości
- podsumował.