Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polityka

Tusk albo roztrzęsiona mamałyga. Gadowski o tym, do czego szef rządu potrzebny jest Merzowi

Ponad połowa Polaków jest przekonana, że dni Donalda Tuska są policzone, a jego samego czeka rola oskarżonego w procesach o zdradę Polski. Druga połowa z coraz bardziej niepewną miną recytuje hasła Tuskowej propagandy, niepewnie rozglądając się na boki za w miarę wygodną drogą ucieczki z coraz bardziej niepewnych pozycji politycznych. Ciekawe, jak swoją przyszłość widzi sam zainteresowany i jakie spostrzega szanse na polityczne przetrwanie - pisze w "Gazecie Polskiej" Witold Gadowski.

Tusk nie jest politykiem niezależnym – to dziś już banał. Zależy od humorów i strategii przyjmowanych w Berlinie – to drugi banał. Czy zatem kanclerz Friedrich Merz będzie zainteresowany utrzymaniem jego egzystencji politycznej w Warszawie? Osobiście Tuska nie znosi, spostrzega w nim kukiełkę znienawidzonej Angeli Merkel, jednak strategicznie Merz rozumie, że pozbycie się w tej  chwili Tuska pokrzyżuje mu plany przemieniania Polski w praktyczną kolonię Republiki Federalnej Niemiec. Tusk jest zatem potrzebny kanclerzowi do łagodzenia napięć społecznych – poprzez wyrzucanie do Polski najgorszego elementu migranckiego, zrzucanie na Polskę najgorszych aspektów umów podpisanych z Ukrainą oraz czynienie nad Wisłą rynku na wybrakowane i nietrafione niemieckie pomysły energetyczne. To wszystko zapewnia mu premierowanie Tuska i tym sposobem jest to także największy atut polityka z Gdańska. 

Reklama

Spoglądanie na polską scenę jak na autonomiczne przedstawienie oddające kwestie nastrojów polskiego elektoratu jest z natury nieprawdziwe. Największa część polskich wyborców nie ma bowiem reprezentacji własnych poglądów, nie istnieje Partia Polska składająca się z odważnych i autonomicznych działaczy, którzy interesy Polaków stawialiby na pierwszym miejscu swojej praktycznej działalności. Dziś za każdą instytucją naszego życia politycznego stoją zewnętrzne wpływy i interesy. Działalność agentury na polskiej scenie skutecznie – niczym chwasty – tłumi spontaniczny rozwój nieskrępowanej dyskusji politycznej. To niestety kolejne banały – problem ciekawy, czy felieton złożony z banałów sam może (w całości) okazać się niebanalny?

Tusk skutecznie zastrasza i podporządkowuje sobie ugrupowania koalicyjne, ale nawet niezbyt rozgarnięci politycy dawnego ZSL-u dostrzegli, że ta sytuacja ma dewastujący wpływ na ich notowania w społeczeństwie. Tusk wysysa przystawki i kanibalizuje cały popierający go zestaw agenturalnych rekwizytów politycznych. To pozwoli mu jeszcze na swobodne przebudowanie rządu, ale kolejne ruchy będą już dyktowane jedynie lawinowym spadkiem popularności i szans wyborczych. Koalicjanci Tuska są w sytuacji narkomanów pragnących odrobiny władzy i apanaży, a jednocześnie posiadających świadomość, że dłuższe uzależnienie od Tuska pozbawi ich jakichkolwiek szans na samodzielne przeżycie. Na lewicy urośnie partia Razem Adriana Zandberga, a paniczne ruchy dawnej bezpieki zapowiadające powstanie kilku nowych ugrupowań markujących quasi-prawicowe afiliacje pokazują, że dni układu Tuska są już policzone i nawet postkomunistyczna bezpieka traci pokładane w nim nadzieje. Tusk ma świadomość, że może nie zdążyć uciec do Berlina, a nowy rząd może okazać tyle asertywności, że po prostu wpakuje go do aresztu – materiału kryminalnego jest w tym wypadku aż nadto. Do tego obecne kreacje Tuska wyglądają na coraz bardziej spanikowane i agresywnie kłamliwe. To świadczy o tym, że docierają do niego informacje o prawdziwych nastrojach społeczeństwa, które coraz wyraźniej widzi w nim agenta i lobbystę obcych, przeciwnych polskiej niepodległości interesów. Ta panika może doprowadzić nawet do próby wyciągnięcia na ulicę wojska.     

Źródło: Gazeta Polska
Reklama