W piątkowy wieczór na terenie Trybunał Konstytucyjnego licznie zgromadziły się oddziały policyjnej prewencji. Do końca wieczoru pojawiło się tam nawet 1000 funkcjonariuszy. To efekt zgłoszenia Anny Korwin-Piotrowskiej, która miała zaalarmować policję, że może potencjalnie dojść do ryzyka dla zdrowia i życia sędziów znajdujących się po godz. 17 w gmachu TK.
Bardzo szybko okazało się, że była to przygotowywana i zorganizowana akcja przejęcia konstytucyjnego organu. Media ujawniły, że o planach wiedziało tylko kilka osób, a zamach na instytucję zaplanowany, gdy była pewność, że prezes TK Bogdan Święczkowski jest w drodze do domu po powrocie z delegacji, a samolot z prezydentem Karolem Nawrockim jest w drodze do Senegalu.
Groźby dla prezydenta i jego współpracowników
Nie spodziewano się jednak reakcji głowy państwa i decyzji o powrocie do kraju. Prezydent spotkał się późnym wieczorem z I prezesem Sądu Najwyższego oraz prezesami Trybunału Konstytucyjnego, a następnie udał się do gmachu tego organu. Zapraszany był przez uzurpująco sobie samozwańczo stanowisko p.o. prezesa TK Anny Korwin-Piotrowskiej.
Waldemar Żurek nazwał przybycie do TK prezydenta "nocnym wtargnięciem". Zablokowanie wejścia przez wybranych przez obecny parlament sędziów, którzy nie zostali zaprzysiężeni przed głową państwa opisał również w sposób, jaki nie wynika z opublikowanych przez Macieja Berka nagrań. - Wszyscy widzimy te zdjęcia. Pani sędzia (Anna Korwin-Piotrowska - przyp. red.) ma nawet zaciśnięte ręce, żeby nie było, że łapie palcami, jakoś dotyka za poły płaszcza prezydenta czy jego marynarki. Prezydent z impetem napiera na nią, siłą odpycha ją brutalnie i chamsko - tłumaczył.
W rozmowie z radiowej Trójce zapowiadał, w którą stronę może pójść prokuratorskie dochodzenie, gdzie postępowanie dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej sędziów.
Karol Nawrocki jest oczywiście chroniony immunitetem. W tej kwestii jestem ortodoksem. Uważam, że dopóki jest prezydentem, powinien odpowiadać przed Trybunałem Stanu. To nie jest rola prokuratury, tylko odpowiednich komisji w Sejmie, które oceniają czy prezydent narusza prawo i czy należy postawić go przed Trybunałem
- zaczął Żurek.
Dodał, że brak większości parlamentarnej nie powinien być przeszkodą w procedowaniu. - To, że nie ma się większości do przegłosowania postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu, nie znaczy, że nie należy tej sprawy wyjaśniać - podkreślił.
Postępowanie prokuratorskie ma zdaniem ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego dotyczyć "wszystkich, którzy nie są chronieni immunitetem".
Widzieliśmy tam pana Grodeckiego, pana Boguckiego. Widzieliśmy tak zwanego „Snusowego”. Przepraszam za ten kolokwializm, ale tak jest nazywany w mediach młody człowiek, który próbował właściwie uzyskać klucze do różnych pokoi w Trybunale. I to naprawdę też budzi takie pytania: Co takiego jest w tych pokojach, że była taka chęć dostania się do tych pokoi? […] Był tam jeszcze współpracownik prezydenta, a już nie pamiętam nazwiska. […] Nazywają go media „Dresiarz”
- wymieniał.
Prowadząca wyjaśniła, że "snusowy" to asystent prezydenta Jakub Nadstawny. "Dresiarz" to wieloletni dyrektor w Kancelarii Prezydenta z kilkunastoletnim stażem w KPRP Paweł Bogdan. Oni również zdaniem Żurka powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności za wejście do budynku TK wraz z prezydentem.
Bogucki: To wszystko jest makabryczny kabaret
Do sprawy zarzutów, jakie zapowiedział Waldemar Żurek, odniósł się w TV Republika Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta RP.
- Ja mam mieć, według Waldemara Żurka, zarzuty o naruszenie miru domowego. Jeżeli Żurek uznaje, że został naruszony mir domowy przez prezydenta i jego współpracowników, to znaczy, że zupełnie odleciał. Ta żądza realizacji czy zaleceń Tuska czy jego chorych ambicji, przesłania mu zupełnie logiczne rozumowanie. Po pierwsze - nikt nie wezwał nas do opuszczenia [budynku], po drugie - nie wdarliśmy się tam, tylko weszliśmy z legalnym wiceprezesem TK, po trzecie - kto ma złożyć wniosek, kto tam jest pokrzywdzonym? Pani Korwin-Piotrowska, która nie jest sędzią TK w sensie pełnym, a która zapraszała wcześniej do tego miejsca? To wszystko jest makabryczny kabaret
- ocenił Bogucki.
Art. 193 Kodeksu karnego
§ 1. Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.