"Wchodzimy w czas Orwella. Tu nie chodzi o mnie, tylko o obywatela. Terror władzy politycznej jest przerażający" - mówi w rozmowie z Niezalezna.pl sędzia Przemysław Radzik, komentując najnowszą decyzję ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, którą podjął wbrew obowiązującemu prawu.
Minister sprawiedliwości Adam Bodnar odwołał sędziego Przemysława Radzika z funkcji zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych - poinformował wczoraj resort sprawiedliwości. Z kuriozalnym uzasadnieniem. Przyznali, że wprawdzie nie można go odwołać, ale inaczej zinterpretowali obowiązujące prawo. O komentarz do tej sprawy poprosiliśmy sędziego Przemysława Radzika.
- Oni uderzają tym, co mają pod ręką! A to jest łom, bezprawie, tyrania i groteskowe argumenty. Bo tych argumentów, których użył pan minister w swoim quasi akcie oskarżenia, używał zawsze - mówi w rozmowie z portalem Niezalezna.pl, przypominając, że takie same padały padały, gdy był odwoływany z funkcji wiceprezesa poznańskiego sądu apelacyjnego.
Najbardziej ośmieszający ministra jest zarzut, że utraciłem przymiot niezależności charakteru. Była tam mowa, że nie daję rękojmi wykonywania zawodu. To jest PRL! Tak jak wyrzucano sędziów w stanie wojennym, to z tym uzasadnieniem, że nie dają rękojmi należytego wykonywania obowiązków w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
– zaznaczył sędzia Radzik.
Która decyzja mogła spowodować tego typu działanie Adama Bodnara? - pytamy.
- Takim bodźcem spustowym było to, że podjąłem czynności wyjaśniające w sprawie wielkiego wycieku danych osobowych w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. Zwracałem się dwukrotnie do wykonującej funkcję prezesa tego sądu, która odmawiała udostępnienia tych informacji i 3 kwietnia wydałem formalne postanowienie w trybie Kodeksu postępowania karnego o żądaniu wydania rzeczy. Myślę, że to spowodowało tego typu działanie - odpowiedział nam sędzia Radzik.
Jest tam też argumentacja, że miałem czelność podjąć czynności wyjaśniające w sprawie zamachu stanu w sądownictwie. I dopuściłem się szeregu innych grzechów, mogli jeszcze napisać, że odpowiadam za COVID!
– dodał.
Pytany, czy to decyzja Bodnara, czy otoczenia Bodnara, odpowiedział, że to bardziej kwestia wpływu upolitycznionych środowisk sędziowskich na ministra sprawiedliwości. - Był stały nacisk, środowisko sędziowskie oczekiwało mojej dymisji.
Radzik zdradził też, że minister Adam Bodnar zawiadomił o odwołaniu także… Krajową Radę Sądownictwa, która jest przez niego nieuznawana jako organ rzekomo nieprawidłowo powołany.
Sędzia Przemysław Radzik w rozmowie z Niezalezna.pl pokusił się także o szerszą ocenę działań obecnych władz resortu sprawiedliwości. "Tam nie ma finezji i myślenia. To ministerstwo paprotkowe, głównym hasłem jest wysyłanie paprotek do sądów. Kompromitacja goni kompromitację" - powiedział.
Dodał, że bezskuteczność decyzji ministra Bodnara może uznać Krajowa Rada Sądownictwa, lecz niektórzy sędziowie mogą nie uznawać tej decyzji, gdyż prawem kaduka nie uznają KRS. - Widzę, co działo się wokół skazanego Cyby, pani Wójcik, wcześniej księdza Olszewskiego, wokół prokuratury. Ta skala bezprawia jest porażająca, to są rządy tyrana! Ludzie tego jeszcze nie dostrzegają, ale zaczną dostrzegać - zaznaczył.
"Najpierw Radzik, KRS, a później będą wam wchodzić!" - przypomniał sędzia, podsumowując: - Wchodzimy w czas trwałego bezprawia. To nie chodzi o mnie, tylko o obywatela. Terror władzy politycznej jest przerażający.