Miesiąc temu syn senatora Koalicji Obywatelskiej Tomasza Lenza miał wykonany zabieg chirurgiczny przez lekarza, który nie pracował w szpitalu, ale w szpitalnym gabinecie zabiegowym oddziału chirurgicznego. Syn senatora trafił tam bezpośrednio, z pominięciem izby przyjęć. Przy zabiegu uczestniczył lekarz anestezjolog.
Fakt przeprowadzenia zabiegu poza kolejnością w publicznej placówce i bez wymaganej dokumentacji medycznej ujawnił dziennikarz Wirtualnej Polski Michał Janczura.
Do obrony prywatnego de facto zabiegu syna senatora stanęli partyjni koledzy z Koalicji Obywatelskiej: szef MSWiA Marcin Kierwiński i senator Tomasz Grodzki.
Kierwiński i Grodzki w obronie kolegi
– Chcę jedną rzecz bardzo jasno powiedzieć: wiele z tych informacji jest z tego, co wiem, nieprawdziwych – mówił na konferencji prasowej Kierwiński i przekonywał, że „pacjent ma pełną dokumentację medyczną”. Sugerował, że cała sprawa ma korzenie w jakimś konflikcie między senatorem Tomaszem Lenzem a dyrektorem Mariuszem Trojanowskim (także… członkiem KO).
Tomasz Grodzki twierdził z kolei, że nie ma mowy o pominięciu kolejki w szpitalu, ponieważ „w szpitalu było pusto, nie było żadnej kolejki, a dziecko wymagało pilnego zabiegu”. Mówił także, powołując się na „potwierdzenie kolegów”, że „na izbie przyjęć podobno nie było nikogo”.
Tym samym obaj politycy KO zarzucają kłamstwo dyrektorowi szpitala, który twierdził publicznie, że zabieg odbył się przy złamaniu procedur obowiązujących każdego pacjenta i pracowników szpitala, że nie ma do tego zabiegu dokumentacji medycznej i tym samym rozliczenie tego zabiegu w NFZ jest niemożliwe.
– Najwyraźniej pan Kierwiński ma jakieś informacje i dokumenty, o których nie wiemy ja ani wewnętrzna komisja, która powstała na mój wniosek, by do gruntu wyjaśnić tę sprawę. Dlatego zapraszam pana Kierwińskiego, by złożył zeznania przed tą komisją i dostarczył jej dokumenty, o których mówi – oświadczył w rozmowie z „Codzienną” Mariusz Trojanowski, dyrektor Powiatowego Szpitala w Aleksandrowie Kujawskim.
– Podobnie zapraszam pana Grodzkiego, który także twierdził, że w szpitalu było pusto, nie było żadnej kolejki, a dziecko wymagało pilnego zabiegu. Mówił także, powołując się na „potwierdzenie kolegów”, że „na izbie przyjęć podobno nie było nikogo”. Warto byłoby się dowiedzieć, na podstawie jakich informacji tak twierdzi, broniąc kolegi senatora – dodaje.
– Szpital był wtedy pełny. Podobnie izba przyjęć. Ponieważ nie ma odpowiedniej dokumentacji tego zabiegu, NFZ za niego nie zapłaci. Zabieg odbył się poza kolejnością. To jest wiedza, którą ja mam na podstawie faktów, o których wiem i które zostały mi zrelacjonowane przez personel szpitala, którym kieruję. Nie widziałem tu ani pana Kierwińskiego, ani pana Grodzkiego. Dlatego pytam: skąd wiedzą to, o czym mówią, a jeśli mają na to dowody, proszę złożyć zeznania przed komisją – mówi „Codziennej” Mariusz Trojanowski.
WIĘCEJ W PONIEDZIAŁKOWYM WYDANIU GAZETY POLSKIEJ CODZIENNIE
🚨Senator KO posługuje się
— GP Codziennie (@GPCodziennie) April 12, 2026
fałszywą dokumentacją medyczną?
Szpital obnaża kłamstwa❗️
Sprawdź najnowsze wydanie #GPcodziennie❗️
Zamów elektroniczną wersję #GPcodziennie na stronie 👉 https://t.co/NGuZyAXV2W pic.twitter.com/VQBRxmwNDq