Zaczęło się od posła Artura Łąckiego, którego w obronę wzięła partyjna koleżanka.
"Ja nie wiem, czy pan poseł Artur Łącki jest najbogatszy, czy nie jest najbogatszy. Nie interesuje mnie to, kto ile ma pieniędzy. Wiem jedno: jeśli ktoś prowadził działalność gospodarczą i na przełomie lat 2019/2020 albo 2020/2021 miał spadek przychodu, to miał prawo złożyć wniosek, który nie był prosty i pozyskać dofinansowanie w ramach poszerzenia swojej działalności. Nie interesuje mnie to"
- oświadczyła poseł Koalicji Obywatelskiej Katarzyna Królak.
Następnie oznajmiła, że w regionie, w którym mieszka, "połowa albo i większość jej znajomych, rodziny dalszej i bliższej też dostała dofinansowanie w ramach HoReCa".
Gdy dotychczas raczej anonimowa polityk stała się "znana", jej konto na X obejrzeł Paweł Jabłoński, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
„Posłanka partii Tuska […] jako siedzibę swojego biura poselskiego wskazuje nie (polski) Morąg, a (niemiecki) Mohrungen. Ciekawe, prawda?” - pisze, załączając zrzut ekranu z aplikacji X.
Posłanka partii Tuska, pani Katarzyna Królak @krolaczka, która dobrowolnie przyznała że wielu jej znajomych wzięło kasę z #AferaKPO, jako siedzibę swojego biura poselskiego wskazuje nie 🇵🇱Morąg, a 🇩🇪Mohrungen.
— 🇵🇱 Paweł Jabłoński (@paweljablonski_) August 10, 2025
Ciekawe, prawda? pic.twitter.com/ju4fhiG9XK