Kto pociąga za sznurki w politycznej grze przeciw Polsce, jaka toczy się w Brukseli? O co chodzi w tej grze w Brukseli? - zapytano Tomasza Sakiewicza w programie "Gość Wiadomości".
- Polska opozycja nie jest samodzielna, jest uzależniona w dużej mierze od ośrodków zagranicznych, przede wszystkim Berlina. Trzeba definiować te cele poprzez cele ośrodków zagranicznych. Samo dojście do władzy jest oczywiste, natomiast to, że celem nadrzędnym jest podporządkowanie państwa polskiego Berlinowi, interesom innych krajów lub lewicowym koncepcjom budowy superpaństwa, to jest niebezpieczne
- wskazał redaktor naczelny "Gazety Polskiej" i "Gazety Polskiej Codziennie". Dodał przy tym:
W Polsce toczy nie toczy się normalna walka o władzę, ale toczy się walka władzy zewnętrznej, czyli w Berlinie, z polskimi władzami.
Sakiewicz dodał, że "przebudowywanie potencjału Polski, czyli powodowanie, że polskie państwo jest w stanie się obronić przed korupcją, czynnikami zewnętrznymi, powoduje, że Niemcy nie czują się tak dobrze, jak wtedy, gdy Polska uważana była za ich wasala, a to wcale nie odległe czasy".
- Trzeba było zablokować jakieś inwestycje, to je blokowano - przypomniał, mówiąc o rządach PO-PSL.
Niemiecka polityk Katarina Barley mówiła w przeszłości o "finansowym zagłodzeniu" Polski. Jak Polska powinna reagować na tego typu wypowiedzi?
- Za każdym razem po takich wystąpieniach, szczególnie niemieckich polityków, powinniśmy przypominać, że praworządność wymaga zapłacenia reparacji za II wojnę światową. Są winni nam co najmniej bilion dolarów. Nierozliczone zbrodnie powoduje później takie zbrodnie, jakie robi Rosja na Ukrainie. Nierozliczenie zbrodni powoduje, że kolejni bandyci sięgają po przemoc. Jeżeli pani Barley chce kogoś zagłodzić, najpierw niech odda pieniądze za swoich przodków
- stwierdził Sakiewicz.