NFZ ogranicza finansowanie badań diagnostycznych
Wczoraj zostało opublikowane zarządzenie prezesa NFZ. Zgodnie z dokumentem, Narodowy Fundusz Zdrowia zapłaci 60 proc. za gastroskopię i kolonoskopię, a 50 proc. za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonane ponad limit określony w kontrakcie.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Wprowadzenie tzw. stawek degresywnych ma przynieść w 2026 r. 625 mln zł oszczędności. Obecnie NFZ płaci podmiotom wykonującym badania kosztochłonne 100 proc. za świadczenia ponad limit określony w kontrakcie. Po zmianach Fundusz będzie płacił za świadczenia wykonane ponad wartość umowy po zakończeniu roku, a obecnie robi to kwartalnie.
Do tych kontrowersyjnych zmian odniósł się na antenie TV Republika Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS. Polityk podkreślił, iż tego rodzaju badania "to jest diagnostyka cywilizowanego kraju".
Jeżeli NFZ zapłaci tylko 50 proc. czy 60 proc., to ktoś te 40 proc. czy 50 proc. musi zapłacić. W konsekwencji musi zapłacić to szpital. A szpital przecież nie ma pieniędzy. Szpitale dzisiaj już nie mają skąd pieniędzy pożyczyć. Nie ulega wątpliwości, że jeżeli wyczerpią się limity, to nikt się już realizacji tego badania nie podejmie, bo nie będzie komu sfinansować różnicy
– ocenił.
Polityk opozycji skomentował też niedawną wypowiedź Macieja Berka, ministra do spraw Nadzoru nad Wdrażaniem Polityki Rządu, który zasugerował, że płacenie placówkom za nieograniczoną liczbę nadwykonań jest... nieuczciwe.
Pan minister Berek to jest najostrzejsza kredka w piórniku pana premiera. On jest tak naprawdę nadministrem, bo on rozlicza ministrów. Skoro człowiek uważany za gwiazdę tego rządu idzie do mediów i mówi takie rzeczy, to tylko świadczy o tym, że ta ekipa jest już kompletnie oderwana od rzeczywistości. Żyje w jakiejś swojej w tej bańce i po prostu nie wie, co dzieje się wśród zwykłych ludzi. I to jest moim zdaniem poważny sygnał, że rzeczywiście zmierzamy w stronę abdykacji Donalda Tuska, bo zwyczajnie sobie nie radzą
– ocenił.
Ograniczenie dostępu do lekarzy specjalistów
Poseł PiS zwrócił także uwagę na fakt, że "coraz więcej lekarzy specjalistów melduje, że zapisy do nich wyczerpały się z końcem pierwszego kwartału".
Lekarze będą przyjmować określoną liczbę pacjentów do końca roku, ale już zapisanych. Czyli wszyscy ci, którzy zachorowali od 1 kwietnia w określonych miejscach, już w publicznej służbie zdrowia nie znajdą sobie miejsca
– oznajmił.