Szef delegacji PiS w PE Adam Bielan podkreślał, że sprzeciw jego ugrupowania wobec Mercosuru jest konsekwentny i wieloletni.
- Rząd PiS zawsze był przeciwko tej umowie, wbrew propagandzie rozsiewanej dzisiaj w mediach społecznościowych przez inne partie polityczne
- powiedział europoseł.
Jak dodał, moment podpisania porozumienia nie jest przypadkowy.
- Ta umowa nieprzypadkowo została podpisana dopiero po tym, gdy Platforma i PSL doszły do władzy. Naszym zdaniem wszystko, co robią politycy tworzący w Parlamencie Europejskim Europejską Partię Ludową, która jest zdecydowanie za tą umową, to są działania pozorne
- ocenił Bielan.
Europoseł PiS krytycznie odniósł się także do negocjowanych przez Komisję Europejską tzw. bezpieczników.
- Za takie działania pozorne uważamy negocjacje tzw. safeguards (tzw. bezpieczników, w tym kontyngentów handlowych) w tej umowie. One nie zakończyły się sukcesem z punktu widzenia Polski
- zaznaczył.
Zapowiedział również jednoznaczne stanowisko PiS:
- Dlatego zdecydowanie będziemy we wszystkich głosowaniach, również tych dotyczących wniosku o opinię do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, głosować przeciwko umowie z Mercosurem”.
Bielan połączył sprawę Mercosuru z planowanym głosowaniem nad wnioskiem o odwołanie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
- Wnioskodawcy wyraźnie wskazują właśnie sposób podpisania tej umowy – nie tylko sam fakt podpisania tej umowy, ale sposób podpisania tej umowy, z pominięciem traktatowo gwarantowanej roli Parlamentu Europejskiego – jako powód do odwołania Ursuli von der Leyen
- powiedział.
I dodał:
- Jeżeli chcą zablokować umowę z Mercosurem, powinni poprzeć ten wniosek o odwołanie Ursuli von der Leyen”.
Europoseł Waldemar Buda zwracał uwagę, że kluczowa będzie postawa Europejskiej Partii Ludowej.
- Pytanie jest proste: czy posłowie Platformy i PSL-u są w stanie namówić kolegów z EPL, żeby ten wniosek przeszedł. (…) Mamy wątpliwości
- przyznał.
Z kolei współprzewodniczący grupy EKR Patryk Jaki przypomniał, że unijne traktaty wymagają zgody Parlamentu Europejskiego na wdrożenie umowy.
- Problem polega na tym, że w tym przypadku nie zapytano najpierw Parlamentu Europejskiego, więc w sposób oczywisty łamie się ducha tego traktatu
- przekonywał.
Jaki sięgnął po mocne porównanie, określając Mercosur jako „Nord Stream 3”.
- Dlatego, że tu kolejny raz odbywa się taki deal, jak w przypadku pierwszego i drugiego Nord Streamu. Zrezygnowano z własnej energetyki po to, żeby szybko dostawać tani gaz. I teraz zrezygnuje się z własnej żywności po to, żeby szybko sprzedawać samochody
- argumentował.