Teraz senator Różański z Polski 2050 ma rządzić wojskiem. Doświadczenie ma niemałe: w latach 80. dowodził kompanią w czasie manewrów „Przyjaźń” z Armią Czerwoną, a w czasie resetu optował za obroną na linii Wisły. Idealnie dogada się z Tomaszem Siemoniakiem z Koalicji Obywatelskiej, który ogłosił, że „Polska nie ma potencjału demograficznego do budowy 300-tysięcznej armii”.
Armia zawodowa miałaby liczyć… 150 tys. Jeśli za parę lat na Warszawę, Poznań czy Gdańsk spadną rosyjskie rakiety, winni będą temu ci wszyscy, którzy według sondaży za ważniejszy problem od bezpieczeństwa uznali aborcję. Wtedy, jak mówił Różański, „już nie będzie polityków”. Zwykli Polacy zapłacą za swoją głupotę.