Donald Tusk w swoim wystąpieniu na UMSC w Lublinie nazywał armię czerwoną "w pewnym sensie wyzwolicielami". Ten sposób myślenia o armii czerwonej, jako o wojsku wyzwalającym jest zgodny z propagandą rosyjską
- przypomniał Michał Rachoń w programie "#Jedziemy".
#Jedziemy |💬@michalrachon: Donald #Tusk w swoim wystąpieniu na UMSC w Lublinie nazywał armię czerwoną "w pewnym sensie wyzwolicielami". Ten sposób myślenia o armii czerwonej, jako o wojsku wyzwalającym jest zgodny z propagandą rosyjską. pic.twitter.com/8Xzoa7pazT
— TOP TVP INFO (@TOPTVPINFO) May 6, 2022
Wypowiedź tę skomentował wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz.
Jasnym jest dla każdego, kto ma chociaż minimalną wiedzę historyczną, jak to, rzekome wyzwolenie wyglądało
- powiedział polityk.
Ja raczej patrzę na to przez pryzmat polityki i to myślenie w kategoriach mainstreamowego myślenia europejskiego. Był taki okres gdzieś pomiędzy rokiem 2008/9 a 2012/15, gdzie zdecydowana część mainstreamu europejskiego próbowała współpracować z Rosją, głównie biznesowo, ale i politycznie, co nie było w interesie Polski, bo w całym tym koncepcie polityki zagranicznej Rosji, Polska nie miała odgrywać żadnej podmiotowej roli
- przypomniał dyplomata.
Więc ja się dziwię, że byli tacy polscy politycy, którzy w to myślenie się wpisywali. Myślę, że głównie ze względu na chęć dobrych relacji osobistych, kosztem interesu państwa Polskiego
- dodał.