Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty podczas jednego z publicznych spotkań opowiadał społeczności studenckiej, dlaczego nie rozmawia z Telewizją Republika. W jego uzasadnieniu swojej decyzji znalazło się jednak wiele kłamstw i pomówień pod adresem dziennikarzy.
Wiadomo, była afera związana z zoofilią oraz rzeczami strasznymi, które się działy na Dolnym Śląsku. Facet dostał 25 lat, babka dostała 7. Ponieważ ci ludzie...ta babka była w Platformie Obywatelskiej to była taka sytuacja, gdzie w tym okręgu gdzie była pani marszałkini - no to ją znała
- opowiadał Czarzasty.
Już w tych kilku zdaniach skierowanych do publicznego gremium znalazła się nieprawda. Kamila L. została nieprawomocnie skazana na 6,5 roku więzienia. Prokurator wnioskował, by za kratkami spędziła 18 lat. Apelacja do tego wyroku będzie mogła być wniesiona dopiero po sporządzeniu pisemnego uzasadnienia decyzji sądu, co ma nastąpić dopiero 30 kwietnia.
Przy okazji marszałek Sejmu potwierdził, że Monika Wielichowska zna Kamilę L. Sama polityk w swoim oświadczeniu podkreślała: "Nie łączyły mnie z nią nigdy żadne prywatne kontakty. Nie łączyły mnie z nią żadne kontakty zawodowe. Nigdy nie była asystentem, pracownikiem ani współpracownikiem mojego biura poselskiego".
Obrzydliwe insynuacje marszałka
Potem Czarzasty opowiadał, że dziennikarze Republiki mieli formułować w taki sposób pytania do jego zastępczyni.
Podstawowe pytanie jest takie: "czy jak pani idzie z psem to pani jest w roli opiekunki czy partnerki?" (…) To jest świństwo, tak się nie robi
- kontynuował marszałek.
Trudno się nie zgodzić z ostatnim zdaniem. Wyjątkowym świństwem jest kłamstwo, którego się dopuścił marszałek.
Dziennikarze są oburzeni
Kamera i mikrofon Republiki są zawsze włączone, gdy dziennikarze spotykają się z marszałek Moniką Wielichowską.
Michał Gwardyński i Daniel Śmieciński zapytani przez portal Niezalezna.pl zaprzeczają, by kiedykolwiek taki pytania padły z ust reporterów stacji w Sejmie.
To zwyczajne kłamstwa i pomówienia. Nikt za nas, dziennikarzy Republiki nie zadawał takich pytań. Pytaliśmy głównie, o to czy marszałek Monika Wielichowska znała Kamilę L., a jeśli tak to jakie były ich relacje - czy zawodowe czy prywatne. Były też pytania o to, czy podarowała jej psa - bo takie doniesienia medialne się pojawiły. W żadnym wypadku nie pytaliśmy w sposób, który sugerowałby sprawstwo czy współsprawstwo Moniki Wielichowskiej w aferze zoofilsko-pedofilskiej
- powiedział Daniel Śmieciński w rozmowie z portalem.
Nasze pytania dotyczyły głównie odpowiedzialności politycznej i wątków politycznych w tej sprawie. Nie wchodziliśmy w wątki, które dotyczą samego procesu, w którym została skazana Kamila L. Pytaliśmy o to, czy pani marszałek Wielichowska miała wiedzę na temat zarzutów dotyczących tych brutalnych zdarzeń, który miały miejsce w Kłodzku
- dodał Michał Gwardyński.
Dodał, że dziennikarze kierowali też pytania do samego marszałka Czarzastego. Pytali go o to, dlaczego został ściągnięty z obrad punkt dotyczący odwołania Moniki Wielichowskiej ze stanowiska wicemarszałka Sejmu. Na te pytania nie otrzymali odpowiedzi.
W ich obronie stanął także Janusz Życzkowski, który zajmuje się aferą Kłodzką na Dolnym Śląsku.
Panie marszałku Czarzasty dlaczego pan tak ordynarnie kłamie? Nikt nigdy nie pytał Moniki Wiellichowskiej w ten sposób. Nikt nie sugerował współudziału w przestępstwach. To co pan robi, oszukując tych młodych ludzi o istocie problemu, jest zwyczajnie podłe
- napisał na X.
Panie marszałku @wlodekczarzasty dlaczego pan tak ordynarnie kłamie? Nikt nigdy nie pytał @MWielichowska w ten sposób. Nikt nie sugerował współudziału w przestępstwach. To co pan robi, oszukując tych młodych ludzi o istocie problemu, jest zwyczajnie podłe @RepublikaTV pic.twitter.com/vQPmooAf8E
— Janusz Życzkowski (@zyczkowski) April 24, 2026