Migalski ogłosił, że dziś skończył się PiS. W 2012 r. twierdził, że PiS rozpadnie się w... 2015 roku
"Proszę Państwa, czwartego czerwca 2023 roku skończył się w Polsce PiS" - napisał na Twitterze Marek Migalski, odnosząc się zapewne do dzisiejszej manifestacji opozycji w Warszawie. To stwierdzenie powinno bardzo ucieszyć Jarosława Kaczyńskiego, bo w 2012 r. Migalski wieścił, że PiS rozpadnie się w... 2015 r. A był to - jak wiemy - początek triumfalnego pochodu tego ugrupowania.
To nie koniec absurdalnej licytacji. Roman Giertych twierdzi, że na ulice Warszawy wyszedł - uwaga - milion osób. Czyli jakieś 60 proc. mieszkańców stolicy...
#MarszMiliona Na Marszu 4 czerwca jest milion osób. To największa demonstracja polityczna w historii Polski i wielki zwiastun nadchodzącej zmiany.
Jeszcze śmieszniejsze są prognozy dotyczące tego, co ten mityczny milion/pół miliona oznacza. Zdaniem Marka Migalskiego dzisiejszy dzień to... koniec PiS.
Proszę Państwa, czwartego czerwca 2023 roku skończył się w Polsce PiS.
To nie pierwszy raz, gdy ów politolog wieści koniec PiS. Ten sam Migalski zapowiadał w 2012 r, że polityczny upadek Prawa i Sprawiedliwości nastąpi w 2015 r.. A przecież to w 2015 r. kandydat PiS wygrał wybory prezydenckie, a zaraz potem Zjednoczona Prawica sięgnęła po samodzielne, trwające aż do dziś rządy, dzięki ówczesnej zwycięskiej kampanii parlamentarnej.
Co pisał Migalski w 2012 r. na blogu na Onet.pl? Przypomnijmy tę błazenadę.
"Dezintegracja PiS na poziomie wyborczym zacznie się na poważnie na jesieni 2015 roku. Dlaczego? Ponieważ będzie to krótko po wyborach prezydenckich, w których Jarosław Kaczyński przegra po raz kolejny. Należy pamiętać, że klęska osobista prezesa będzie poprzedzona jeszcze dwoma innymi przegranymi - w wyborach do europarlamentu (czerwiec 2014) oraz do samorządów (jesień 2014)"
Dalej Migalski przepowiadał:
"[...] za wykluczone i niemożliwe uważam sformowanie przez Kaczyńskiego rządu. Nie wystarczy wygrać wyborów, trzeba jeszcze umieć znaleźć koalicjanta, by sformować większościowy gabinet, a na to z Kaczyńskim w polskiej polityce nikt nie ma ochoty. Bo wszyscy się prezesa boją - boją się jego niesłowności, fanatyzmu, cynizmu, bezwzględności i braku skrupułów w traktowaniu swoich sojuszników".
Wreszcie nasz genialny politolog przekonywał:
"Bo po raz »enty« okaże się, że ów wybitny strateg i geniusz zostanie ograny przez jakiegoś »głupkowatego Komoruskiego« lub »ciamciaramciowatego Tuska«, co boleć będzie jeszcze bardziej. Okaże się po raz »enty«, że ów Lider, ów Mąż Stanu, ów Polak Wielki, który ma zbawić Polskę i wyzwolić ją spod jarzma obcej okupacji, przegra z tymi, dla których jego wyznawcy mają tylko pogardę. Jaki będzie tego efekt? Że zostaną już z nim tylko najbardziej fanatyczni wyborcy i najbardziej cyniczni politycy. Że będzie dogorywał politycznie, jak Meciar, a nie że będzie triumfował, jak Orban. Jesień patriarchy będzie smutna i żałosna".
W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.